poniedziałek, 28 listopada 2011

Zapraszam do stołu - kuchnia Jerzego Knappe - KUP!cookbook czyta

Mam nadzieję, że wybaczycie mi moją stosunkowo długą nieobecność. Czasami tak po prostu bywa.  


Ale dziś kolejny poniedziałek i kolejna książka. Mam nadzieję, że tym razem Was nie zawiodę :) Zapraszam!


Przyznaję, że oglądałam 'Przepis na życie'. Oznacza to, że niecierpliwie czekałam na każdy wtorek. Ba! Kolejne odcinki oglądałam z wyprzedzeniem. I było mi z tym dobrze:) Polubiłam nawet aktorów, którzy w innych produkcjach nie przypadli mi do gustu. I tak mi dobrze było z tym lubieniem;) Do czasu..


Dowiedziałam się o książce kulinarnej z serialowymi przepisami. Cieszyłam się jak dziecko. Jednak mojej radości towarzyszyło wiele obaw - po pierwsze (i najważniejsze) - oby książka nie została wydana tylko i wyłacznie dla pieniedzy, po drugie- ile będzie warte to,co zobaczymy w środku. Poruszałam ten temat na facebooku i z tego co się dowiedziałam, Wam towarzyszyły podobne obawy. Mimo wszystko ciągle miałam nadzieję, że jednak to będzie fajna i wartościowa książka. Trochę martwiły mnie serialowe przemówienia Jerzego i jego podejście do książki. Bo jak można reklamować książkę, której rzekomy autor w ogóle nie chce pisać. Co więcej twierdzi, że go zmuszono i robi to tylko i wyłącznie 'dla szybkich pieniedzy'. 


Minęło trochę czasu, ochłonęłam i w końcu kupilam książkę. Zapraszam do stołu - kuchnia Jerzego Knappe - bardzo zdziwiło mnie to, co zobaczyłam w księgarni. Malutka, niepozorna książka. Niby ma 200 stron, ale taki format? O nie! Cena 39,90zł - dla mnie to dużo jak za takie wydanie. No ale powiedzmy, że zmyliło mnie hasło na okładce - oto książka rarytas, książka rodzynek, książka delicja! 



Po pierwsze, drugie, trzecie...



  1. Format - zupełnie inaczej zapowiadał się na facebookowej stronie Przepisu na życie. Gdy ujrzałam książkę byłam niesamowicie szczęśliwa, że może coś jednak z tego będzie - wyglądała obiecująco. Jednak miało to na celu tylko zmylenie potencjalnych kupujących - w rzeczywistości mamy miękką oprawę, niewielkie rozmiary. Jedyny plus to 200 stron.
  2. Kuchnia Jerzego Knappe - drobnym drukiem (i to nawet nie na okładce) - Przepisy: Dorota Kwiecińska&Anna Chwilczyńska &Agnieszka Pilaszewska.
  3.  Zdjęcia - mało i dla mnie nijakie. Dodatkowo dobiły mnie zdjęcia z serialu - Anka i Jerzy, Pola, Pola i Anka, Mania, Jerzy i inne kombinacje. Nie potrzebuję czegoś takiego w książce kucharskiej.
  4. Cena - 39,90 zł - wolę tyle zapłacić za inne kulinarne nowości. 
  5. Autorka tekstów, wprowadzeń do przepisów - Agnieszka Pilaszewska.
  6. Przepisy - jedne lepsze, inne gorsze. Nie spodobało mi się ich przedstawienie i jak dla mnie zbędne ozdobniki. 

Dla mnie ta książka to kilka razy nie. Pomimo sympatii jaką darzę serial i aktorów, to z książką się nie polubię. Jest to oczywiście moja subiektywna opinia. 


A jakie jest Wasze zdanie? Czekam na opinie i komentarze :)



Zapraszam do stołu - kuchnia Jerzego Knappe, Wydawnictwo Literackie 2011, oprawa miękka, 200stron, cena 39,90zł


Zdjęcia jutro! 


piątek, 18 listopada 2011

Idealna książka kulinarna - odsłona pierwsza!

No to zaczynamy! Idealna książka kucharska - odsłona pierwsza. Kiedyś zaproponowałam Wam udział w mini projekcie - RAZEM ZNAJDZIEMY IDEALNĄ KSIĄŻKĘ KULINARNĄ. Wysyłałam maile, pytałam, zapraszałam a oprócz tego czekałam (i ciągle czekam) na wszystkich chętnych. To, że ktoś nie dostał maila o projekcie, broń Boże nie znaczy, że nie może pomóc w poszukiwaniach idealnej książki! Zapraszam raz jeszcze :) I czekam na Wasze opowieści :))

Jak już pisałam - celem tego projektu jest poznanie Waszych ulubionych i wyjątkowych książek. Dlaczego te a nie inne, dlaczego tylko o pieczeniu a o sałatkach już nie. Mam nadzieję, że opowieści książkowe pomogą nam wszystkim odkryć coś nowego, przekonać się do innego typu książek. Każdy z nas jest inny i co innego lubi. No i przecież o to w tym wszystkim chodzi! Jedni z nas mają 200 książek, inni 'tylko' 50, a jeszcze inni zadowolą się trzema książkami. Ale każdy z nas ma jedną ulubioną książkę (a może nie?)! Taką, do której może ciągle wracać - z idealnymi przepisami, cudnymi zdjęciami. A może taką z zapisanymi marginesami? 

Zapraszam Was w podróż po świecie książek kulinarnych! 





wspomniane świnki/
thenorthpole.wordpress.com


Autorką pierwszej książkowej opowieści jest Agnieszka. Jej blog nie jest typowym blogiem o gotowaniu i pieczeniu. Jest za to blogiem o życiu, a jak wiadomo - żeby żyć, trzeba jeść ;) A jak jeść, to tylko smakołyki :) I właśnie takie cuda znajdziemy na blogu, Kto nie zna, niech raz dwa przeszuka całą zawartość i odnajdzie maślane rogaliki przeciwko jesieni, urocze świnki, ciasto czekoladowe czy też różnego rodzaju chleby. Oczywiście jest tego wiele, wiele więcej:) Książkowa opowieść Agnieszki ciekawiła mnie również dlatego, że nie mieszka ona w Polsce i ma dostęp do zupełnie innych cudów niż my.  Jeśli chcecie wiedzieć, z jakich książek korzysta Agnieszka i czy ma swoją ulubioną - zapraszam do lektury jej książkowych opowieści.









Prawde mowiac, nie jestem pewna, gdzie najczesciej znajduje przepisy czy inspiracje kulinarne. Czesto korzystam z przepisow mojej mamy, babci czy tesciowej, ulubionych i wyprobowanych. Mam kilka ksiazek kucharskich, do ktorych zagladam w poszukiwaniu pomyslow, kiedy mam ochote na ”cos z pomidorami”, albo ”jakas paste, ale nie wiem jaka”. Na podobnej zasadzie korzystam z wyszukiwarki internetowej. No i jest jeszcze siec sklepow spozywczych, w ktorych czesto robimy zakupy, a skad co miesiac dostajemy zeszyty z przepisami. Stamtad pochodzi miedzy innymi przepis na moja ukochana zupe z mozzarella!





Dlaczego ksiazki? Glownie dlatego, ze ja w ogole bardzo, ale to bardzo lubie ksiazki ;) Poniewaz jem rowniez oczami, “moja” ksiazka kucharska musi byc ladnie wydana, z przejrzyscie podanymi przepisami i pieknie sfotografowanymi potrawami. Pewnie to niesprawiedliwe, ale przepis opatrzony dobrze zrobionym zdjeciem ma wieksze szanse skusic mnie do jego wyprobowania niz przepis bez zdjecia lub ze zdjeciem nieszczegolnie apetycznym.


Ksiazka ma te przewage nad przepisem z bloga, ze jest dostepna zawsze; mozna ja polozyc na kuchennym stole i do dziela! Strony z wydrukowanymi przepisami z blogow szybko gdzies przepadaja, a segregatorow nie lubie. Dlatego zwykle staram sie zapisywac ulubione przepisy na wlasnym blogu, oczywiscie z odsylaczem do zrodla.


Nie wiem, czy mam swoja ulubiona  ksiazke kucharska. Tak naprawde w kazdej sa przepisy, z ktorych korzystam chetnie i czesto, ale tez jest mnostwo takich, ktore nie wydaja mi sie interesujace. Najczesciej uzywam ”Kuchni polskiej” Ewy Aszkiewicz, wspomnianych wczesniej zeszytow kulinarnych ”Buffé” oraz ”Pajer”, ksiazki z przepisami na tarty i quiche. Ta ostatnia jest tak ladnie wydana, ze juz dla samej przyjemnosci obcowania z nia chetnie robie tarty, zarowno te ”obiadowe”, jak i slodkie.


Jesli chodzi o blogi, lubie je dlatego, ze tak latwo znalezc tam przepisy i inspiracje. W przypadku ksiazki kucharskiej trzeba kupic ja cala, nawet wtedy, kiedy korzysta sie z 10% przepisow. Blog nie stwarza takiego problemu. Ksiazka jest zamknieta caloscia; blog ciagle sie tworzy i stale pojawiaja sie na nim nowe przepisy i inspiracje. Wiekszosc ksiazek kucharskich to po prostu zbior przepisow, zas blogi to czasami prawdziwe podroze kulinarne, np. Kuchnia nad Atlantykiem, jeden z moich ulubionych blogow o tej tematyce. Poza tym odwiedzam, jak pewnie wiekszosc, Kwestie Smaku i Moje Wypieki . Moje najnowsze odkrycie to My New Roots, blog pelen pomyslow na potrawy nie tylko smaczne i przygotowane z pasja, ale tez jednoczesnie zdrowe.

Wybierajac przepis, najpierw zwracam uwage na tytul (jest szansa, ze bedzie nam smakowalo czy nie?), potem na zdjecie potrawy (wiem, wiem, ale nic na to nie poradze), a nastepnie na skladniki. W zeszytach ”Buffé” cenie rowniez to, ze przy kazdym przepisie podane sa informacje dla alergikow oraz sugestie, czym zastapic skladnik zawierajacy np. gluten czy laktoze. Przydaje sie to, kiedy mamy gosci, ktorzy nie wszystko moga jesc. Czesto mozna tam rowniez znalezc wskazowki dotyczace przygotowywania potraw i wyjasnienia, dlaczego trzeba zrobic tak, a nie inaczej. Lubie to!


Autorką książkowych opowieści i zdjęć jest Agnieszka. Więcej przepisów i inspiracji na blogu thenorthpole.wordpress.com. Dziękujemy!



Jeśli mini projekt przypadł Wam do gustu, to zapraszam do udziału! Maile proszę wysyłać na maila!


środa, 16 listopada 2011

Grow your Own, Eat your Own - Bob Flowerdew



Miałam szczęście, że wychowywałam się w malutkim mieście. Miałam szczęście (a raczej ciągle mam), że mój rodzinny dom znajduje się daleko od centrum i ma ogródek. Z okien widzę las i pola. Latem mam dla siebie gwieździste niebo, a zimą śnieżne zaspy odcinają nas od świata. Lubię tam wracać, ale Kraków też lubię :)

Wracając do ogródka - tak, mamy. Ma to swoje plusy i minusy. Ale za to mamy swoje truskawki, pomidory, paprykę, kapustę, sałatę, buraczki, marchewkę, ziemniaki, ogórki, pietruszkę, czosnek, cebulę i pewnie jeszcze coś. Mamy też cudne drzewa - jabłonie, orzech, gruszę, czereśnię, wiśnię, śliwę. I jeszcze brzoskwinie prosto z drzewa :) Dzięki tym wszystkim cudom i zapasom w słoiczkach nie muszę aż tak bardzo truć się gotowym i przetworzonym jedzeniem. Niestety nie doceniam tego tak, jak powinnam. Na ziemię sprowadza mnie dopiero Mimi, dla której cuda prosto z ogródka to całe życie. Całe zdrowe życie. Chciałabym tak żyć i tak się odżywiać. Niestety wiąże się to ze zmianami. Pewnie, że są to zmiany na lepsze, ale jest tyle pokus. Wystarczy tylko kilka 'E' do szczęścia...do pozornego szczęścia. Może kiedyś będę w stanie to zmienić - nie ukrywam, że chciałabym. I nie dlatego, że taka moda - moda na eko. Po prostu wiem, jak smakuje 'prawdziwe' jedzenie, a jak jedzenie ze sklepowych półek.

Na dobry początek mam dla Was książkę -Grow your Own, Eat your Own - Bob Flowerdew.  Bob jest mistrzem. Autorem kilku książek - The Complete Book of Companion Gardening, Bob Flowerdew's Complete Fruit Book, Bob Flowerdew's Organic Bible, The No-Work Garden, The Gourmet Gardener, Going Organic. Do tego prowadzi audycje radiowe i telewizyjne. 











Książka, którą chcę Wam dzisiaj pokazać jest przewodnikiem. który sprawi, że ogródek będzie naszą świątynią ;) A nawet jeśli ogródka nie mamy, to warto zapoznać się z Bobem i jego pasją. Po pierwsze książka jest bardzo ładnie wydana - duży format, mnóstwo zdjęć, matowy papier i twarda oprawa. Po drugie, trzecie, czwarte...
  • mamy tutaj dużo smakowitych przepisów: summer pudding, strawberry sponge cake, apricot jam, pickled beets, potato dauphinoise, leek and potato soup i oczywiście wiele więcej.. ,
  • mamy porady - z ogródka do kuchni, 
  • mamy cały rozdział o przechowywaniu i przetworach, o suszeniu, mrożeniu, robieniu soków, dżemów, win...,
  • o radzeniu sobie z nadmiarem ogródkowych cudów,
  • i te wszystkie owoce, warzywa...te przenikające się smaki,
  • jedzenie tego, co dana pora roku nam daje,
  • książka jest ogromnym zbiorem porad i wskazówek,
  • fajna jako przewodnik, ale też do oglądania, czytania do poduszki - zapewniam, że wystarczą zdjęcia i w momencie nie myślimy o niczym innym jak o własnym ogródku;)
Bob na 200 stronach zawarł to, co najważniejsze jeśli chodzi o uprawę własnego ogródka. Do tego 50 przepisów. Dla mnie połączenie idealne :) 










Grow your Own, Eat your Own - Bob Flowerdew, 200 stron, twarda oprawa, Kyle Cathie, 2008, cena 75zł (cena na okładce - 30$), używana - jak nowa!!!

photo P. Cassidy






-------------------------------------------------------------------------------


pamiętajcie:

  1. Supper club - 80zł, nowa, jedna sztuka, wgięty rożek
  2. Sophie Dahl - 75zł - jedna sztuka, nowa, wgięty rożek
  3. Secrets of Scandinavian Cooking...scandilicious -75zł
  4. The Vintage Tea Party Book -85zł
Tylko jedna sztuka w tej cenie! 










poniedziałek, 14 listopada 2011

Dzieci gotują - PIKNIKI - KUP!cookbook czyta



Dzisiaj będzie dzieciakowo. Nie ukrywam, że książka wpadła w moje ręce przez czysty przypadek. A co z tego wyszło? Zaraz zobaczymy :)


Autorką książki jest Agnieszka Górska. Dzieci gotują to kulinaria seria książek dla małych i dużych, a w jej skład wchodzą jeszcze cztery inne pozycje:


  • dzieci gotują 
  • dzieci gotują - przyjęcia
  • dzieci gotują -  kuchnie świata
  • dzieci gotują - wielka księga przepisów






Twarda oprawa, dużo ilustracji, niewiele zdjęć. Po prostu taka dzieciakowa. Dużo starsi mogą mieć 
problemy z polubieniem książki. A dzieci? Dzieci polubią rysunki i rysuneczki, różne czcionki  a do tego opowiastki. Książka fajna do gotowania i przeglądania. Ale czy zachwyca? 







Przepisy - jest napój na zdrowie, piętrusy kanapkowe, sałatki leniwych chłopaków, owocowe szaszłyki, biszkopt z malinami, aromatyczne kakao.... W sumie przepisów jest mało, ale każdy za to porządnie rozrysowany. Podobają mi się te rysuneczki! Zdjęć niestety też malutko i są... po prostu są.





Jedno jest pewne - przygotujemy piknik idealny. Pudełeczko na kanapki i jedzonko, termosik, dobry humor i w drogę!



Myślę, że dzieciaki ucieszą się z książki.Co do reszty - to kwestia gustu... Według mnie - nie jest źle.  A za tą cenę - nawet bardzo dobrze!


Dzieci gotują - PIKNIKI, Agnieszka Górska, twarda oprawa, 88 stron, cena - 14,90zł (ja kupiłam za 12 zł) 

sobota, 12 listopada 2011

(przed)świąteczne dylematy część 1 - to i owo

Macie już swoje wymarzone świąteczne prezenty? Bo ja mam, ale niestety za dużo i coś muszę wybrać ;) Część pierwsza. 



New Larousse Gastronomique 






Tender: Volume II, A cook's guide to the fruit garden

Tender: Volume I, A cook and his vegetable patch




The Fundamental Techniques of Classic Bread Baking




The Jammy Bodger 





The Amish Cook at Home




The Amish Cook's Baking Book



The Amish Cook's Anniversary Book: 20 Years of Food, Family, and Faith





The Joy of Cooking







wszystkie zdjęcia pochodzą z amazon.co.uk

czwartek, 10 listopada 2011

smaczne i proste ciasto francuskie z budyniem - KUPcookbook gotuje


Przepis na ciasto pochodzi z czeskiej książki 'Sladke peceni'. Jest to wielka księga z ogromną ilością słodkości. Ciasto też jest niesamowicie słodkie, Ale fajne! Najfajniejszy jest domowy budyń - można zrobić z 0,5 litra mleka (i wtedy też kostka masła), ale dużo lepszy jest krem z całego litra! Smacznego! Pamiętajcie, żeby schłodzić ciasto!


wtorek, 8 listopada 2011

Kindle - moja nowa miłość! - to i owo




Wszystko zaczęło się od bloga pewnej Agnieszki (dziękuję Ci za wszystkie rady :). Później trafiłam tutaj. No i wpadłam ;) Szukałam, sprawdzałam wszystkie dostępne możliwości, przeglądałam serwisy aukcyjne, aż w końcu trafiłam na swój model. Zamówiłam, zapłaciłam (chociaż to był najbardziej bolesny moment) i czekałam.  Kilka dni później trzymałam go już w dłoniach. I tak właśnie stałam się szczęśliwą posiadaczką Kindle. 

Jak dobrze wiecie - kocham książki (i to nie tylko takie jedzeniowe). Czytam albo po prostu kupuję z potrzeby posiadania nowych książkowych cudów. I tak sobie obrastam w książki. Niestety ogranicza mnie dostępna przestrzeń,czas i pieniążki. Dlatego w chwilach zwątpienia wchodzę na Amazona i wtedy jestem szczęsliwa. Wszystkie książki w zasięgu ręki. Możliwość przejrzenia. I wszystkie moje wirtualne zamówienia ;) Tak było kiedyś...

A teraz... teraz książkę mogę mieć w kilka chwil. Do tego troszkę taniej (albo za darmo) no i szybciej. Nie zajmuje też dużo miejsca - tak jak sam czytnik. 

Oczywiście są minusy:

  • cena, 
  • brak dostępu do wszystkich książek,
  • wszystkie książki w jednym formacie,
  • brak podświetlenia (ale to też jest plus ponieważ nie męczymy wzroku).

No i plusy:
  • jest zawsze tam,gdzie ja,
  • mieści niesamowite ilości książek,
  • nie męczy wzroku - posiada specjalny wyświetlacz,
  • posiada słownik!!! - dla mnie to największy plus - nie muszę ściągać z półki ogromnej księgi, żeby sprawdzić co oznacza jedno słowo,
  • można słuchać muzyki,
  • jest lektor - co prawda czyta monotonnie i tylko po angielsku, ale jest ;)
  • możliwość zapisywania tekstów z sieci,
  • pomimo dostępu do wszystkich książek, to ilość tych, które można e-czytać jest powalająca,
  • można zapomnieć, że czyta się ebooka,
  • a do tego można podkreślać, zaznaczać, pisać notatki.


Ktoś może mi zarzucić, że książka to książka i nic jej nie zastąpi - to fakt, ja też lubię oglądać, przeglądać, wąchać..i od nowa. Dlatego znalazłam zupełnie inne zastosowanie dla mojego czytnika - oczywiście książki też e-czytam :) Jest taka funkcja, która pozwala na zapisywanie długich artykułów, aby je później w spokoju przeczytać. Dla mnie super sprawa! Wchodzę na zagranicznego bloga jedzeniowego - po zainstalowaniu Instapaper klikam read later i już każdy tekst pojawia się w mojej Instapaperowej biblioteczce. Potem myk kabelek i już wszystko mam w czytniku. I przed snem, zamiast męczyć wzrok i siedzieć przed komputerem, biorę mojego Kindle i tak wiedząc co się dzieje w blogowym świecie, razem zasypiamy ;) 

Pamiętacie jak kiedyś pisałam o blogowych książkach? Dzięki czytnikowi mogłam wrócić do bloga Clotilde.  Póki co, zgrałam sobie cały 2009 rok i czytam :) Czasami zaznaczam nieznane zwroty, podkreślam, to co dla mnie ważne, zaznaczam gdzie skończyłam. No i kolekcjonuję przepisy. Do tekstów, notatek i wszystkiego, co chciałabym zapamiętać mogę wrócić w każdej chwili - czy przed snem, czy w autobusie, czy też na kawie z koleżanką. E-czytanie blogów jest super! Fajnie, że mogę robić to w takich warunkach na jakie akurat mam ochotę, a nie przed komputerem. Poszukuję kolejnych blogów, które mogłabym czytać. Tym razem interesują mnie te, które mają mniej zdjęć a wartościowy tekst. Coś więcej niż przepisy. Tym razem stawiam na tekst!


Chciałabym też e-czytać książki kulinarne. Ale póki co wystarczają mi blogowe książki. Wydaje mi się, że są one czasem o wiele więcej warte niż książki z przedrukowywanymi fotografiami i tekstami, a niestety spotykam coraz więcej takich książek. Nie znaczy to, że mówię nie prawdziwym książkom kulinarnym - w życiu nie przestanę ich kupować, ale nie wiem czy chciałabym je e-czytać. Chce czytać blogi! A Kindle nadaje się do tego w 100%.

Nie rozpisuję się o funkcjach i możliwościach czytnika. Od tego jest ta strona, którą szczerze polecam. Również wady i zalety to w pewnym sensie subiektywna opinia. Ja tam bardzo lubię swój czytnik i polecam wszystkim czytającym. Jeśli problemem jest cena, to przeliczcie sobie ile książek możecie kupić za 400 zł z czymś - wychodzi 10-15 książek. Na Kindle możecie mieć mnóstwo darmowych książek i możecie czytać blogi. Może teraz łatwiej będzie przełknąć wysoką cenę (ale fakt - ja też cierpiałam;).



A co Wy sądzicie o czytaniu i e-czytaniu? O tych wszystkich nowinkach i udogodnieniach? Macie Kindle? Lubicie? A może w ogóle o tym nie myślicie? Chętnie poznam Wasze zdanie!!! I dziękuję bardzo za wszystkie komentarze (te, które już tu się pojawiły i te, które mam nadzieję pojawią się wkrótce).


Jeżeli chociaż jedną osobę zachęcę do e-czytania - będzie super! Przypomnijcie sobie jak było z przepiśnikami i Moleskinami ;)



Czytajmy! 













niedziela, 6 listopada 2011

Ciasta, ciastka i takie tam - KUP!cookbook czyta!

Złamałam zasadę. Dzisiaj jest niedziela, a ja piszę dla Was o polskiej książce. Musiałam! Proszę o wybaczenie.  Wczoraj odwiedziliśmy krakowskie Targi Książki. Trochę długo jechaliśmy tramwajem-gracikiem (ale co tam) i w końcu dotarliśmy na miejsce. Jeśli jeszcze raz ktoś powie mi, że statystyczny Polak czyta jedną książkę rocznie, to nie uwierzę! Ilości czytających przerosły moje oczekiwania. Niestety męczą mnie takie tłumy. Odstaliśmy swoje w kolejce do kasy, zakupiliśmy bilety i ruszyliśmy do boju. Nie...nie można tego tak nazwać. Powoli, krok za krokiem...ociężale pchano nas do przodu. Każdy krok w bok był samobójstwem - późniejszy powrót na wyznaczony tor graniczył z cudem;) Po kilku większych i mniejszych oddechach i ucieczkach na zewnątrz w celu zaczerpnięcia świeżego powietrza w końcu dotarłam tam, gdzie chciałam. Wydawnictwo 'Dwie Siostry', jeden ruch ręką na półkę i książka była już prawie moja. Jeszcze tylko musiałam zapłacić i już! W cenie otrzymałam dobrą radę: "Szczególnie polecam przepis na ostatniej stronie". Z zapakowaną w papierową torbę książką mknęliśmy dalej. Kilka zaczerpnięć świeżego powietrza dalej i z kilkoma papierowymi torbami wydostaliśmy się na zewnątrz. Tramwaj,samochód i już mogłam delektować się moimi cudami! 



Najpierw powąchałam. Niestety nie pachniała ciastkami ;) tylko nowością. Ale ja taki zapach uwielbiam. Zapach nowych książek. Zabrałam się za wnętrze - stary papier, teksty pisane na maszynie i te ilustracje. To wystarczyło, żebym się zakochała. Do tego te nazwy smakołyków i odręczne dopiski. Wszystko to tworzy specyficzny klimat. Powrót do dzieciństwa, smaki zapamiętane z kuchni mamy i babci. Autorka - Agata Królak zapewnia, że wszystkie desery są wypróbowane i pyszne. Przepisy pochodzą od rodziny, przyjaciół i znajomych a ich treść pozostała w takiej formie, w jakiej przekazano je autorce. Do każdego przepisu ilustracja - czasami jednak trudno odgadnąć, co przedstawia (ale tak to już jest ze sztuką). A przepisy? Przepisy rewelacyjne - przypadek sprawił, że otworzyłam książkę na 70 stronie - przepis na ciasto "Lato" a tam krem - 500 gram masła, 5 jajek, 5 łyżek cukru... I powiem Wam jedno - jeżeli w książce znajdę przepis, w którym ktoś używa masła (dużych ilości) - to jest po mnie. 





Przeglądam dalej - Miodowniczek, Kasi Mamy Ciasto (tak, to jest pyszne ciasto z masą jabłkowo-galaretkową), Sernik Herbatnikowy, prawdziwa Drożdżówka Babci Jagusi z kruszonką i owocami, tajemniczo brzmiący Ciągnik czy też Błotnik. To tylko ciasta! A mamy jeszcze ciastka i takie tam. Jest słodko! Jest magicznie i jak przyznaje autorka, te wszystkie 'polewy, kremy, zakalce i kruszonki, to mieszanie, miksowanie, ubijanie i ucieranie, to nie żadna czarna magia, ale czary - na pewno'. Zatem do dzieła! Gotujmy i smakujmy! Zapraszajmy do wspólnej zabawy! Gwarantuję Wam, że z tą książką to wszystko jest możliwe. Nie musicie być mistrzami - wystarczą dobre chęci i wspomniane czary. Tym bardziej, że zaczynając swoją przygodę z gotowaniem, jedynym deserem jaki potrafiła przyrządzić Autorka był kogel-mogel. Wszystko przed nami! 





Kupcie książkę i broń Boże nie odstawiajcie jej na półkę. To takie małe dzieło sztuki. Czytajcie, przeglądajcie, a w ilustracjach doszukujcie się tych wszystkich smaków. Przy prawdziwej gorącej czekoladzie (takiej z czekolady i masła - przepis oczywiście w książce) zapomnijcie o codziennych smutkach i przenieście się w świat magii - dzięki tej książce jest to możliwe. Odkrywajcie ją na nowo, bo mnie ciągle zaskakuje! Tu znajdę jakiś nowy dopisek, a tu przepis, którego szukałam wieki... Nie trzymajcie tej książki w kuchni! Po prostu ją czytajcie! A jak już przeczytacie, to zabierzcie się za pieczenie!


Ciasta, ciastka i takie tam, Agata Królak, Dwie Siostry 2011, okładka miękka ze skrzydełkami, cena 35zł


Pisząc o polskich książkach zazwyczaj dodaję małe fotografie, ale tym razem musiałam to zmienić. Podziwiajcie. Wszystkim tym, którzy zakupią książkę życzę miłej lektury a sobie - większej ilości takich cudów na polskim rynku!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...