niedziela, 30 grudnia 2012

I po Świętach...



 Święta spędzamy u Rodziców. Jest tak, jak być powinno, tylko śniegu brak. Po wszystkich słodkościach Mama gotuje prawdziwy żurek na śmietanie z koperkiem (nie, nie jest to zur tradycyjny ani staropolski-jak sama nazwa wskazuje! tak, zjadam od razu cały garnek chociaż miał to być obiad na dwa dni, no ale nikt nie widział, nikt nie słyszał....) a z mrożonych malin do ciasta przygotowuje kisiel. Później trzeba już tylko upiec makowiec i sernik, poukładać ciasteczka (które Rodzice pieką już miesiąc przed Świętami) i zrobić milion innych rzeczy. Ale po takiej pracy też czeka nagroda. W tle słychać pastorałki, a my popijamy herbatę z pomarańczami w rumie albo glogg. Pada jeszcze propozycja gorącej czekolady z marszmalołami, ale to byłaby już przesada...



Mimo tego, że nie kupiliśmy 15 kg ryb i tak wszyscy byliśmy najedzeni przez cały tydzień. Nikt nie myślał nawet o gotowaniu normalnego obiadu. Jedynym wyjątkiem jest wodzionka. No ale to tylko dlatego, że babci zostały ziemniaki, których nie zjadła do śledzi ;) No i wodzionka to nie obiad tylko kolacja. 



Wodzionka to zupa, którą zawsze przyrządzał dziadek. Razem z babcią i kuzynem siadaliśmy przy stole i każdy ze swoją miską (wielkość adekwatna do wieku) czekał na słuszną porcję tej sycącej zupy. Leczyła ona zarówno smutki jak i przeziębienie. Jednak aby to była ta wodzionka, to musicie spełnić kilka warunków. Ziemniaki - koniecznie z o obiadu i koniecznie podsmażone na maśle. Ziemniaki bez skorupki to nie ziemniaki. Czosnek - małą główka na miskę, albo 3-4 duże ząbki. Pokrojone w plasterki albo przekrojone na pół. No i miska - koniecznie emaliowana. Jeśli nie macie takiej miski, to nawet nie myślcie o przygotowaniu wodzionki.




A jak u Was po Świętach? Jakie plany sylwestrowe? Bo my mamy grę, dużo smakołyków, dobry film i jeszcze lepszą muzykę. I dużo planów na 2013 rok. Jak już odpoczniecie po wszystkich tańcach i spotkaniach, to wróćcie na kupcookbooka. Opowiem Wam o pewnej książce. 





Zostawiam Was dzisiaj z najlepszą zupą na smutki i chorobę. Nie wiem czy Wam zasmakuje, czy też nie. Dla mnie to smaki dzieciństwa i odskocznia od tych wszystkich poświątecznych mięs i słodkości.

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku! 



Wodzionka - porcja dla jednej bardzo głodnej osoby

4 małe kromki chleba
kilka ząbków czosnku
2 -3 łyżki masła + masło do podsmażenia ziemniaków
ziemniaki - tyle, ile zostanie z obiadu;)
wrzątek
sól, maggi

Chleb kruszymy na mniejsze kawałki, dodajemy masło, czosnek i gotujemy wodę. W tym czasie podsmażamy ziemniaki - tak długo, aż uzyskają chrupiącą skorupkę. W trakcie podsmażania, kruszymy je widelcem. Podsmażone ziemniaki dodajemy do miski z chlebem i masłem. Wszystko zalewamy gorącą wodą. Doprawiamy do smaku solą i maggi. Może się zdarzyć, że będziemy musieli dolać wody - chleb błyskawicznie ją wchłania. Dolewamy tyle, żeby nie była ani za gęsta ani za rzadka. Zjadamy gorącą. Smacznego!

piątek, 23 listopada 2012

weekend idealny



Weekendy są zdecydowanie za krótkie. W sobotę odpoczywasz po ciężkim tygodniu, w niedzielę powoli się rozkręcasz...a tu już poniedziałek. Ale nie ma tego złego.... Dwa dni są idealne. Idealne, żeby zajrzeć na Urban Market (oczywiście jeśli mieszkasz w Warszawie) albo rozpoczynający się właśnie Galicyjski Kiermasz Adwentowy (to w Krakowie). Jeśli jednak mimo wszystko postanowicie zostać w domu, to mam dla Was trzy rewelacyjne propozycje. Po pierwsze (o czym wszyscy już wiedzą) musicie kupić Magazyn Smak-i nie patrzcie na cenę. Niby 22zł ale raz na trzy miesiące można :) A uwierzcie, że warto! Po drugie - jak już kupicie Smak, to dorzućcie do niego Monitor Magazine - kuchni mniej, ale też fajnie... inaczej. No i po trzecie, zajrzyjcie tutaj. I jak? Ja się w tym miejscu najzwyczajniej w życiu zakochałam. A tym, którzy mieszkają w Poznaniu polecam taki pomysł na jesienny wieczór. Przyznam szczerze, że nie pojęcia jak wyglądają kolacje w Luliraju, ale polecam Wam je w ciemno. Gdybym miała bliżej, to byłabym na każdej :) 

Nie wiem jak Wy, ale ja włączam Trójkę, piątkową listę i już mnie nie ma.... Miłego weekendu!

poniedziałek, 29 października 2012

wieczór...





Poniedziałkowy wieczór spędzamy w towarzystwie grzanego wina. Spokojnego tygodnia!

niedziela, 28 października 2012

Dużo piekę ostatnio...



Może nie piekę tyle, żeby każdego dnia wrzucać jakieś nowe słodkości na stronę. Jednak mimo wszystko jak na nas i nasze możliwości, to piekę bardzo dużo. Lubię zapach wydobywający się z piekarnika, lubię patrzeć jak bezpostaciowa masa zmienia się w idealne ciasto, lubię też pachnieć ciastem...





Ciasto marchewkowe, muffiny marchewkowe, ciasteczka marchewkowe...zjem wszystko, gdzie jednym ze składników jest marchewka. Do tego cynamon, przyprawa do ciasteczek korzennych, gorzka czekolada....Idealne ciasto na jesienne/zimowe wieczory. Tym razem dodałam jeszcze rodzynki, a marchewkę potarłam na grubych oczkach, dzięki czemu przyjemnie chrupała i była jeszcze bardziej wyczuwalna. Piekłam w formie 20cm, a przepis już znacie. Ciepłe jeszcze ciasto dobrze smakuje z herbatą z miodem albo z miodową nalewką, której zapasy muszę uzupełnić będąc w Czeskim Krumlowie. Oprócz ciasta jemy też pieczywo (chociaż dla mnie jest to zbędny 'dodatek'..mogłabym jeść tylko i wyłącznie słodkości). Bułki czosnkowe upiekłam z przepisu Truskawkowej Ani, a Ania z przepisu Doroty z Moich Wypieków. Bułeczki były bardzo czosnkowe i bardzo szybko zostały zjedzone...Jak dla mnie były jednak odrobinę za słodkie. Druga sprawa - uważajcie na czosnek. Ja miałam taki z ogródka, który był bardzo czosnkowym czosnkiem i 5 ząbków w zupełności wystarczyło. A! I dla mnie niepotrzebne było przekładanie masy do rękawa cukierniczego...lepiej nadziać bułeczki nożem albo łyżką. Przygotowałam też ostatnio deser owocowo-śmietanowy. Przepis pochodzi z czeskiego magazynu Gurmet. Jest ciekawy i bardzo smaczny, ale według mnie dużo lepiej przyrządzić go w głębokim szklanym naczyniu niż w tortownicy. Składniki (tortownica 20 cm/średnia szklana miska): opakowanie okrągłych biszkoptów, kubeczek śmietany 30%, 1 opakowanie cukru waniliowego, 1 duży kubek kwaśnej śmietanki, 100 ml soku pomarańczowego, 1 opakowanie budyniu waniliowego, 3 obrane kiwi i 3 mandarynki (u mnie nektarynki) pokrojone w plastry. Na dno wykładamy biszkopty - w dwóch warstwach. Ubijamy śmietanę, dodajemy cukier i mieszamy z kwaśną śmietaną. Masę wykładamy na biszkopty. Do garnka wlewamy 400 ml wody, dodajemy sok i budyń. Mieszamy i czekamy aż się zagotuje, a tym samym zgęstnieje, następnie studzimy. Na śmietanowej masie rozkładamy pokrojone owoce i zalewamy pomarańczowym budyniem. Chłodzimy w lodówce 1/2-1 godziny. Jeżeli przygotowaliśmy deser w tortownicy - podajemy jak ciasto, jeśli w szklanym naczyniu - nakładamy do miseczek.


Ostatnim przepisem jaki wypróbowałam w tym tygodniu były idealnie kruche rogaliki. Przepis rewelacyjny a rogaliki rzeczywiście są bardzo kruche. Nadziałam je marmoladą morelową i nutellą. Piekłam krócej niż w przepisie - około 20 minut. Z podanych składników wyszły dwie blachy malutkich rogalików. Są tak smaczne, że nawet nie posypywałam ich cukrem pudrem :) Smacznego! 


A jaka pogoda u Was? Jeszcze jesień czy już zima? Bo w Krakowie spadł pierwszy śnieg :) Miłego dnia!

piątek, 19 października 2012

Rachel Khoo i jej madeleines




Powiem tak...mogę zjeść 10 magdalenek i ciągle mi mało...Są przepyszne. Smakują jak malutkie cytrynowe babeczki na maśle. Pięknie pachną, a do tego idealnie nadają się na weekendowe śniadanie albo wieczór z herbatą i książką. Niestety nie znalazłam już nigdzie malin, więc mój przepis będzie uboższy o ten dodatek. Maliny powinno napełniać się lemon curd. Jednak skoro nie miałam czego napełniać, to po prostu nakładałam lemon curd na magdalenki. Idealne!






Madeleines a la creme au citron (magdalenki). Przepis pochodzi z książki The little Paris kitchen. 


Przede wszystkim potrzebujemy odpowiednią formę. Z przepisu wychodzą 20-24 magdalenki. Składniki: 3 jajka, 130 g cukru, 200 g mąki, 10 g proszku do pieczenia, skórka otarta z jednej cytryny, 20 g płynnego miodu, 60 ml mleka, 200 g stopionego masła, maliny, lemon curd.

Jajka ubijamy z cukrem. Mieszamy mąkę, proszek i skórkę z cytryny. Osobno mieszamy mleko, miód i wystudzone masło, a następnie dodajemy do masy jajecznej. Stopniowo dodajemy suche składniki. Odstawiamy do lodówki na kilka godzin lub cały dzień (ja piekłam część jednego dnia a resztę następnego). Nagrzewamy piekarnik do 190 stopni. Formę smarujemy masłem i wysypujemy mąką. Każde wgłębienie w formie napełniamy łyżką masy (lepiej nałożyć mniej ciasta, później magdalenki rosną jak szalone). Jeśli mamy maliny - umieszczamy po jednej w każdej babeczce. Pieczemy 5 minut, później należy wyłączyć piekarnik na 1 minutę, zmniejszyć temperaturę do 160 stopni i ponownie piec przez 5 minut. Upieczone magdalenki chwilę studzimy i do każdej maliny wciskamy lemon curd (przy użyciu rękawa cukierniczego z malutką końcówką). Najlepiej smakują prosto z blaszki!


A tutaj jeszcze troszkę Rachel  - jej książka, floating islands, surówka z marchewki. Udanego weekendu!

poniedziałek, 15 października 2012

Idealny kubek termiczny




Bodum, Sagaform, Aladdin? A może jednak kubek termiczny ze Starbucks'a? Który lepszy? Nie mam pojęcia! Po pierwsze dlatego, że nie wiem czy potrzebny jest mi taki do torebki...chyba jednak wolałabym ogrzać sobie nim dłonie. Ale z drugiej strony tłok w autobusach, tramwajach...bieg przez miasto. No i brak wolnej ręki! A który z nich nie przecieka? Tworzywo czy może porcelana?  Ratunku! A przecież to tylko kubek! Moim faworytem jest Keep cup oraz porcelanowe kubki Sagafrom. A jakie są Wasze ulubione kubki? Który najlepszy? 




Od góry: Aladdin, Sagaform, ?, Bodum, Aladdin, Tetley, Starbucks, Bodum, Keep cup

piątek, 12 października 2012

Chocolate-espresso scones


Czasami chodzi za mną coś słodkiego. Szczególnie jesienią..ale nie oszukujmy się. Każda pora roku a nawet dnia jest dobra, żeby zjeść coś przesłodkiego. Obecnie jestem na etapie codziennych ciasteczek z rumem, które wypieka Ewa. Jednak z braku odpowiednich foremek plany te odłożyłam na później. A dokładniej do momentu, kiedy wspomniana forma pojawi się w pewnym znanym sklepie...

Marząc więc o tych małych słodkościach, postanowiłam poszukać czegoś, co mnie w pełni usatysfakcjonuje. Myślałam o cantucci - w końcu toskańskie wspomnienia, jesień, wino i te sprawy... Myślałam też o idealnie kruchych rogalikach z powidłami...A w końcu trafiłam na scones...Idealny przepis. Wszystko, czego potrzebowałam miałam w domu. Nie pozostało więc nic innego jak włączyć ulubione domowe melodie (chyba już kiedyś o nich wspominałam) i zabrać się do pracy.


Przepis pochodzi z tej strony. Na wykonanie 6 dużych bułeczek potrzebujemy: 2 szklanki mąki, 3 łyżki cukru, 1 łyżkę proszku do pieczenia, 1/2 łyżeczki kawy, odrobinę świeżo startej gałki muszkatołowej, szczypta soli, 85 g zimnego masła, 100 g gorzkiej czekolady pokrojonej na drobne kawałki, 135 ml mleka, 1 duże jajo, 1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego. Piekarnik nagrzewamy do 200 stopni. Mieszamy wszystkie suche składniki. Dodajemy pokrojone masło i wyrabiamy ciasto. Dodajemy czekoladę. W osobnej miseczce mieszamy mleko, jajo i ekstrakt waniliowy, następnie całość dodajemy do suchych składników. Łączymy składniki - należy jednak uważać, żeby zachować odpowiednia strukturę ciasta. Składniki powinny być połączone i wymieszane -  jednak ciasto nie powinno być idealnie gładkie. Z przygotowanej masy wycinamy ciastka (wysokość około 2 cm, średnica 10cm ). Przekładamy na blaszkę, smarujemy mlekiem, posypujemy cukrem. Temperaturę zmniejszamy do 180 stopni i pieczemy około 20 minut - aż bułeczki będą złote. Zjadamy jeszcze ciepłe. Opcja druga - czekamy do śniadania i przekładamy je ricottą. Smacznego! 


środa, 10 października 2012

ulubiona herbata


Jesienne dni zapijam rumiankową herbatą z miętą. A jaka jest Wasza ulubiona herbata? 

niedziela, 7 października 2012

śniadanie na dobry dzień



Kiedy za oknem szaro i ponuro, to jedynie śniadanie może uratować dzień. Słodka bułeczka podpieczona na maśle + ricotta + figi/maliny + miód. Smacznego dnia!

piątek, 5 października 2012

Bonne Maman



Pewnie większość z Was miała już do czynienia z najsmaczniejszymi produktami Bonne Maman. Uwielbiam ich cudne słoiczki z rewelacyjną zawartością. Numerem jeden jest dla mnie konfitura wiśniowa...hmm albo morelowa... sama nie wiem! A dziś chciałam Wam pokazać książkę, dzięki której nigdy nie będziemy mieli problemu z wykorzystaniem zawartość słoików. Książka jest niesamowita. Mimo niewielkich rozmiarów (13x13cm), jest chyba najpiękniejszą książką jaką posiadam. A rozmiar jest tylko i wyłącznie zaletą - mogę ją zawsze mieć przy sobie! Ale do rzeczy... recenzji nie będzie, bo z francuskim u mnie kiepsko..nawet bardzo. Do wykonania większości przepisów potrzebujemy produktów, które niestety nie są dostępne w Polsce. Póki co spotkałam się tylko z konfiturami: jagodową, truskawkową, morelową, malinową, figową, z gorzkich pomarańczy oraz wiśniową. No i oczywiście krem krówkowy i kasztanowy. A produktów Bonne Maman jest dużo więcej. Mimo wszystko - książka jest piękna, idealna na jesienne smutki. Idealna, by pozachwycać się zdjęciami, których autorem jest Richard Boutin. Mam nadzieję, że chociaż w niewielkim stopniu udało mi się oddać ich piękno. A za najpiękniejszą książkę świata dziękuję Mimi!



wszystkie zdjęcia pochodzą z książki Les Gouters De Bonne Maman

piątek, 7 września 2012

obiad na weekend





Wczorajszy dzień był dniem lodówkowej pustki. Oprócz kilku cennych słoiczków, warzyw z ogródka, kotlecika i ciasta francuskiego - niewiele więcej można było w niej znaleźć. No ale...pół dnia myślałam i wymyśliłam - piersi z kurczaka + nadzianka warzywna a to wszystko zapieczone w cieście francuskim. Podaję w sumie bardzo prosty przepis a idealny na weekend. Porcja dla 2 głodnych osób. 1 duża pierś z kurczaka przekrojona na 2 cieńsze, 1 opakowanie ciasta francuskiego, 1 duża kula mozzarelli, 1/3 papryki: zielonej, żółtej, czerwonej, cukinia - 1/2 mniejszej, 2 ząbki czosnku, oliwa, sól i pieprz do smaku. Ciasto francuskie rozkładamy na blaszce. Dzielimy na 2 części i na środku każdej umieszczamy pierś, którą doprawiamy solą i pieprzem. Pozostałe wokół piersi ciasto nacinamy tak, żeby otrzymać 1cm paseczki (tak jak na zdjeciu). Podsmażamy na oliwie pokrojone w drobną kostkę warzywa - kilka minut (najlepiej jeśli zachowają swoją chrupkość), studzimy i dodajemy pokrojoną w kostkę mozzarellę. Doprawiamy solą i pieprzem. Taką mieszankę układamy na kotlecikach. Teraz każdy pasek ciasta francuskiego należy przełożyć na drugą stronę - tak, żeby powstał warkocz a tym samym zamknięta kieszonka dla naszych kotlecików. Nagrzewamy piekarnik do 170 stopni i zapiekamy około 30 minut. Smacznego!


Udanego weekendu!

czwartek, 6 września 2012

kup książkę!




Obiecałam Wam recenzję jakiegoś książkowego cuda. Ale....będzie więcej cudów. Mam dla Was taki mini przewodnik jesienny. Pojawiło się bardzo dużo dobrych książek...a jeszcze więcej pojawi się w najbliższym czasie... Zatem kiedy pogoda za oknem coraz częściej będzie pozwalać jedynie na zaparzenie herbaty i owinięcie się ciepłym kocem, przejrzyjcie co warto kupić, by umilić sobie długie jesienne wieczory.
Ostrzegam - mało zdjęć, dużo linków!


Zacznę od książek, które pojawiły się już jakiś czas temu. 

Najbardziej lubię wyszukiwać książki w księgarniach z tanimi książkami. Tutaj można znaleźć kilka takich, a ostatnio bardzo duże wrażenie zrobiła na mnie prosta książka o ziołach. Zioła i przyprawy mojej kuchni - książka ma ponad 300 stron, na których autorka - Biruta Markuza opowiada o ziołach w bardzo prosty i przystępny sposób. Długo szukałam właśnie takiej książki. Największym plusem jest jednak szata graficzna. Najcudniejsze ilustracje przedstawiające omawiane zioła i przyprawy. Wstyd się przyznać, ale pomyślałam nawet, że warto kupić sobie dwie sztuki tej pięknie wydanej książki - jedną do wykorzystania w kuchni, a drugą po to, żeby wyciąć z niej strony z ilustracjami i oprawić w ramki. Polecam! Bardzo wartościowa pozycja + ilustracje + broszurowe wydanie. 

dedalus.pl
Zioła i przyprawy mojej kuchni, Biruta Markuza, Zysk I S-Ka 2010, cena 5zł 


Kolejna książka to już wcześniej prezentowane Kulinaria francuskie. Podsyłałam kiedyś na fb linki do aukcji, na których kosztowała grosze (jednak dobre czasy chyba już się skończyły). Ja swoją kupiłam całkiem niedawno tutaj za mniej niż 30zł. Trzeba sprawdzać i polować, nie ma co płacić ponad dwa razy tyle. Chociaż...książka warta każdej ceny! Jest to olbrzymie dzieło, w którym przedstawione są wszystkie informacje dotyczące kuchni francuskiej + najważniejsze, podstawowe przepisy. Książka zawiera tak dużo informacji, że chyba nigdy nie przeczytam jej w całości. Taki must have w kuchni, tak samo jak Kulinaria Italia. 


Kulinaria francuskie, Konemann 2005, cena 25-90zł (warto szukać na Allegro)


Jeśli chodzi o książki, które już od jakiegoś czasu można znaleźć w księgarniach, to warto jeszcze zwrócić uwagę na Przepisy z mojego ogrodu. Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego w 2011 roku. Nie wiem dlaczego, ale łudziłam się, że w końcu mamy dobrą polską książkę. Jednak okazało się, że nie jest to oryginalna wersja językowa. Ale co tam! Nie zamierzam się czepiać, bo książka jest...rewelacyjna. Początkowo nie potrafiłam się do niej przekonać..Jednak udało mi się trafić na całkiem fajną okazję cenową i tym samym powiększyłam swoją kolekcję książkową. Anna Applebaum-Sikorska wraz z przyjaciółką Danielle Crittenden napisały książkę o kuchni polskiej. Tej prostej, ale też wyrafinowanej. Przedstawiły tradycyjne i znane przepisy często dodając do nich czegoś nowego. Wiele potraw mnie zaskoczyło, wiele sprawiło, że powróciły smaki z dzieciństwa. A do tego naturalne zdjęcia. Dla mnie bardzo dobra książka. Polecam!

wydawnictwoliterackie.pl
Przepisy z mojego ogrodu, Anne Applebaum-Sikorska, Danielle Crittenden, Wydawnictwo Literackie 2011, cena 44,90zł


To oczywiście tylko mała część tego, co ostatnio pokazało się w księgarniach stacjonarnych jak i internetowych. Co jeszcze? Rachel Khoo, Super Natural Every Day - Heidi Swanson, Ekonomia Gastronomia (chociaż sama jej nie kupiłam). Nie jestem na bieżąco, bo postanowiłam, że nie kupię kolejnej książki, która jest przedrukiem przepisów z innej. Zbyt dużo razy z czymś takim się spotkałam. Wolę wyłożyć pieniążki na Jamie Magazine, ale to oczywiście tylko i wyłącznie moje zdanie. Kupuję tylko te książki, których autorami są wyjątkowe osoby. Staram się unikać pozycji, których autorem jest...autor zbiorowy? (ale i w tym przypadku są wyjątki).


A na co warto czekać? 

Co w Polsce? - ukochana przez wielu Sophie Dahl, która już w październiku ukaże się nakładem wydawnictwa Filo. Na każdą porę. Rok w przepisach - będzie to druga książka tej autorki w języku polskim. Ja Sophie aż tak nie kocham, a dwa - mam nadzieję, że tłumacz/ka stanie na głowie, żeby oddać klimat książki Sophie...a może to być trudne. Zobaczymy - mam nadzieję, że będzie OK! 

filo.com.pl

Dużo bardziej czekam na książkę tego pana - będzie to pierwsza książka tego autora w Polsce. Wydawnictwo Pascal zapowiedziało premierę na 19 września. Biegnijcie wtedy do księgarń. Słodkie życie w Paryżu - okołokulinarnie, ale z przepisami! Polecam! 

David Lebovitz zabiera nas w magiczną podróż. Zanurz się w niesamowity klimat Paryża, przyrządź smakowite ciasto absyntowe, które przyprawi Cię o zawrót głowy. Oczaruj znajomych i rodzinę przepysznym duszonym indykiem w winie beaujolais nouveau ze śliwkami. Dowiedz się, jak stać się prawdziwym paryżaninem i dlaczego należy założyć eleganckie ciuchy, aby wynieść śmieci. (ksiegarnia.pascal.pl)


ksiegarnia.pascal.pl


Może i Rachel się pojawi albo najnowsza Nigella? Zobaczymy - do Świąt jeszcze kilka miesięcy ;)

No i super wiadomość! Najcudniejszy i najwspanialszy Magazyn Smak ! W najbliższym czasie ukaże się papierowe wydanie najprawdopodobniej najlepszego w Polsce przewodnika po świecie kulinariów. Czekam i trzymam kciuki!



A co u sąsiadów? 

Dla miłośników Jamiego - nowy Jamie - Jamie's 15 minute meals. Dla miłośników Nigelli - Nigellissima: Instant Italian Inspiration. Dla mnie (!) i wszystkich tych, którzy uwielbiają Tesse Kiros - Limoncello and Linen Water. Będzie jeszcze piękna What Katie Ate (11 Oct) i przecudna Sprouted Kitchen !!! No i wiele...wiele innych.



I co? Myślę, że wystarczy Wam książek na najbliższe miesiące..tak do Świąt ;) Wybraliście coś? Dotarliście do końca? 




Zdjęcia, które wykorzystałam pochodzą ze stron internetowych wydawnictw lub z amazon.co.uk, ewentualnie znalazłam je w księgarniach internetowych. A mini przewodnik książkowy powstał tylko i wyłącznie na podstawie moich własnych odczuć. Nikt mi za nic nie zapłącił ;)

sobota, 25 sierpnia 2012

Jamie & Stefan(ka) - czyli 3 przepisy na weekend





W nowym miejscu spędzamy bardzo smaczne weekendy. Ostatnio był Jamie i jego grape, chocolate & marshmallow bread. Jest to bardzo delikatne ciasto drożdżowe z pyszną górą. W sumie czekoladowo-marszmalołowo-winogronowa góra jest tak dobra, że myślę nad wersją z mniejszą ilością ciasta. Idealna byłaby taka focaccia. Swój chlebek przyrządziłam z połowy porcji. Grape, chocolate & marshmallow bread (magazyn Jamiego). Ciasto: 650 ml mleka, 4 łyżki miodu, 1 łyżka ekstraktu waniliowego, 1 kg mąki, 7g suszonych drożdży. Podgrzać mleko, miód oraz ekstrakt. W międzyczasie wymieszać mąkę z drożdżami. Kiedy mleko z dodatkami jest już ciepłe, dodajemy je do mąki i wyrabiamy przez 5 minut. Wyrobione (elastyczne) ciasto przekładamy do formy 25cm x 30cm i przykrywamy bawełnianym ręczniczkiem. Odstawiamy do wyrośnięcia do podwojenia objętości. Nadzianka: garść czerwonych winogron, garść białych winogron - jedne w całości a inne przekrojone, gałązka rozmarynu - bardzo drobno posiekana, 200g marshmallows (pianek), 50g czekolady deserowej - połamanej (ja dodałam jeszcze białej czekolady). Wszystko razem mieszamy i kiedy ciasto już ładnie wyrośnie - posypujemy górę, a część dodatków wciskamy palcem w ciasto. Przykrywamy i ponownie odstawiamy do wyrośnięcia (na godzinkę). Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni i pieczemy ciasto przez 25-30 minut. Pod formę z ciastem warto podłożyć drugą blaszkę - nadzianka lubi uciekać. Podawać najlepiej ciepłe - tylko uwaga na zdradliwe pianki, które są niesamowicie gorące! 

Po weekendzie przyszła pora na krem z orzeszków ziemnych i chałwy - coś podobnego do znanego kremu Snickers. Wzorowałam się na tym przepisie - jednak mimo moich dodatków - krówki i mleko czekoladowe w tubce zamiast sosu czekoladowego - krem wymaga dopracowania. Masa sama w sobie jest bardzo smaczna, ale z tego co pamiętam, to oryginalny krem był bardziej krówkowy. Najlepszym rozwiązaniem będzie zrobienie masy krówkowej i przełożenie jej masą z orzeszków. Taki mix. Przepis na słoiczek masy orzeszkowej: słoiczek/szklanka orzeszków ziemnych solonych, kilka krówek, tubka mleka czekoladowego, dwie małe chałwy waniliowe. Wszystko miksujemy - mniej lub bardziej. Powstaje fajna nadzianka do wafli, ciasta francuskiego, kruchych ciastek. Jednak żeby masa była bardziej snickersowa proponuję połączyć ją z masą karmelową. 

No i znowu mamy weekend. Tak się złożyło, że bardzo intensywny tydzień spędziłam w lesie i jedyne co jadłam to chleb i kiełbasa z ogniska, zapragnęłam więc czegoś przypominającego ciasto. Wykończona, wpadałam na pomysł, że przygotuję stefankę na herbatnikach. Jak się jednak później okazało (i co sugerowano mi wcześniej;) ) - napracowałam się dużo bardziej niż gdybym przygotowała zwyczajne muffiny. Tym razem inspirowałam się tym przepisem, A składników wystarczyło, żeby wypełnić taką formę (została w sumie miseczka grysiku i około 15 herbatników). Stefanka na herbatnikach: 1 litr mleka, szklanka kaszy manny, kostka masła, 5 łyżek kakao, tabliczka białej czekolady, szklanka cukru, 40-50 herbatników, 2 czekolady deserowe na polewę. Masa kakaowa: podgrzewamy 1/2 l mleka, pół kostki masła, pół szklanki cukru, kakao. Do ciepłej masy dodajemy kaszę i czekamy aż zgęstnieje. Taką masę wylewamy na spód przygotowany z ciasno ułożonych herbatników. Czyli mamy herbatniki, masę, herbatniki,  masę z białej czekolady i znowu herbatniki a na końcu polewę czekoladową. Masa z białej czekolady:  podgrzewamy 1/2 l mleka, pół kostki masła, pół szklanki cukru, połamaną białą czekoladę. Do ciepłej masy dodajemy kaszę i czekamy aż zgęstnieje. Wylewamy na herbatniki. Na samym końcu robimy polewę czekoladową-w kąpieli wodnej/mikrofalówce roztapiamy 2 tabliczki czekolady i zalewamy ciasto. Wkładamy do lodówki na około godzinkę (u mnie cała noc). Smacznego!

Ostatnie zdjęcia to moje weekendowe przyjemności - najnowsze Zwierciadło, sobotnie WO oraz długo wyczekiwana i pięknie wydana książka Mimi i Sebastiana. Gratuluję Wam, bo książka jest przecudna! Taka...moja :) I oczywiście doczeka się osobnego wpisu!


 Miłego weekendu  !!!

czwartek, 16 sierpnia 2012

You might also like



Tak sobie myślę, że polubicie piękną porcelanę Asi. Tak jak ja polubiłam praktycznie większość jej projektów, które znam. Wyobraźcie sobie, jak obłędnie muszą smakować takie brzoskwinie podane na takich talerzykach. Albo lepiej! Takie figi... No i koniecznie przejrzyjcie te strony. Pięknie, prawda? Jak już tak przeglądacie, to w tak zwanym międzyczasie przygotujcie sobie rozgrzewający napój. Niby jeszcze lato a już prawie jesień. Uwielbiam ten czas...Uwielbiam letnio-jesienne wieczory..ciepła herbata, przyjemna muzyka..a może ładnie wydana książka? Mnie ostatnio kusi ten album...A jutro wybierzcie się do kina... Miłego dnia! 


poniedziałek, 13 sierpnia 2012

jest słodko!



Dla gości piekę muffiny marchewkowe z cynamonem i czekoladą, kruche babeczki z borówkami, lemon curd i bezą (nic prostszego - podpiekamy kruche ciasto, 2 łyżeczki lemon curd, borówki  amerykańskie,  beza i zapiekamy jeszcze chwilę) i ciasto z jeżynami (od Liski - z tej porcji przygotowałam dwie mniejsze tarty, a zamiast malin i jagód użyłam jeżyn).





Weekend był bardzo intensywny. Wyjściowo i jedzeniowo. Jeśli macie gorszy dzień albo chcecie po prostu dosłodzić sobie życie (no i mieszkacie w Krakowie), to koniecznie zajrzyjcie do Pijalni Czekolady Wedel (Rynek Główny 46). Tylko dobrze radzę - nie zamawiajcie lodów i gorącej czekolady za jednym razem. Poległam. Ale potrzebowałam takich słodkości. Natomiast jeśli nie chce się Wam wychodzić z domu, przeokrutnie pada albo wpadną znajomi z niezapowiedzianą wizytą, to dzwońcie pod numer 12 65 45 112. W New York Pizza Department pizza jest tak dobra, że nie trzeba żadnego sosu. Cienkie ciasto i odpowiednia ilość dodatków. Szczególnie polecam numery 6, 11, 26 i 31. A jeśli chcecie zjeść dobre mięsko, wypić duuuży kufel piwa i zachwycać się tym jak te kelnerki noszą takie ogromne tace to odwiedźcie restaurację Pod Wawelem. Jest smacznie, dużo i tanio. Jest tez plac zabaw dla dzieci i kelnerki, które dbają o to, by dzieciakom niczego nie zabrakło. Zamawiając jedzenie, dwa razy zastanówcie się, ile rzeczywiście jesteście w stanie zjeść. I najlepiej zaparkujcie gdzieś blisko (chyba, ze mieszkacie w centrum), bo po takiej kolacji/obiedzie największy problem to powrót. 


Miłego tygodnia!



czwartek, 9 sierpnia 2012

2 pierwsze obiady!



W końcu poukładałam wszystkie książki, które do dziś leżały na podłodze. W końcu wysprzątałam wszystko-wszystko. W końcu miałam chwilę dla siebie w kuchni! A to lubię najbardziej. Przyszedł tez czas na pierwszą przeczytaną książkę i pierwszą przesłuchaną płytę. Każdego dnia bardziej lubię nasze nowe miejsce. 


Pierwsze zdjęcie to znane facebookowym fanom brzoskwiniowe love. W ogóle jak miło, że jest Was już 400! Dziękuję! Upiekę dla Was chlebek z marshmallows, winogronami i czekoladą. Drugi obrazek to resztki (przepraszam, ale niestety nie dotrwała do sesji) jajecznicy. Najsmaczniejszej jajecznicy na świecie. Z jajek od prawdziwych kurek. Jajek, które żeby kupić trzeba wstać o szóstej rano. Miały być jeszcze prawdziwe kurczaki i kaczki, ale na miejscu okazało się, że wszystko zamówione. Pocieszyć mogliśmy się tylko jajecznicą. Trzecie zdjęcie to już nowy dom, a dokładniej balkonowanie. Jest i nowy zestaw książek do przeczytania. I w końcu obiady. Pierwszy, ten po lewej, to tabbouleh z tego przepisu (Asia, Kwestia Smaku). Ja jednak użyłam kuskusu, a zamiast oliwy i soku z cytryny - oliwy cytrynowej. Drugi obiad to takie curry nie curry. Do przygotowania tego obiadu potrzebowałam 1 dużą pierś z kurczaka, pół czerwonej papryki, pół bakłażana, 2 ząbki czosnku, 2 średnie bataty, łyżkę gotowej pasty curry, 200 g makaronu Risini, olej do smażenia, sól i pieprz. Najpierw ugotowałam makaron. Następnie (a raczej w międzyczasie) pokroiłam w kostkę wszystkie pozostałe składniki. Do pokrojonych piersi dodałam dużą łyżeczkę pasty curry i dobrze wymieszałam. Rozgrzałam na patelni olej i smażyłam w następującej kolejności - ok 5 minut bataty (mieszając), dodałam czosnek, 3 minuty bakłażan, paprykę. Przesunęłam wszystkie składniki na bok i   podsmażyłam przez kilka minut kurczaka. Następnie wszystko wymieszałam. Dodałam ugotowany makaron i doprawiłam do smaku. Jest to porcja dla 2 bardzo! głodnych osób lub 3 mniejsze porcje. Jeśli chodzi o pastę curry, to użyłam takiej (Madras Paste, Marks&Spencer). Jest dosyć słodka i bardzo ostra. Smacznego!

piątek, 3 sierpnia 2012

przed i po



Lubię ten czas przed. Zanim zacznie padać jest gorąco i duszno. Czasem zerwie się wiatr. Tego jednak już nie lubię, bo wtedy trudniej złowić rybkę. Jeśli natomiast chodzi o wakacyjne smakołyki, to nasze menu nie jest rozbudowane (pani Gessler by sie ucieszyła). Jemy karczek z grilla, piersi z grilla, kiełbasę z grilla, rybę z grilla i od nowa ;) Jest dobrze!




 Później zaczyna padać (albo i nie) i siedzimy w domu. Jest herbata albo wino. Do tego placek drożdżowy z masłem. Są scrabble, Jamie magazine, krzyżówki, książki i inne przyjemności. Przestaje padać. Po deszczu  robi się chłodniej i spokojniej. Zasypiamy, by jutro wszystko powtórzyć. 






poniedziałek, 30 lipca 2012

jest dobrze

Jesteśmy na miejscu. Odpoczywamy i jemy same pyszności. A w domu mama ugotowała wszystko o czym marzyłam. 

1. wieczorem najlepsza zielona herbata 2. jabłka 3. zegar w ogrodzie 3. jagodowy koktajl <3 4. prawie jesienne sowy 5. po podróży



odstępy miedzy zdjeciami nie takie jak chciałam, ale tłumaczę to ...wakacjami ;)

piątek, 27 lipca 2012

52

Siedzę sama w pustym już mieszkaniu i tylko czekam zeby oddac klucze. Nowe miejsce czeka. Po tygodniu walki z kartonami i walizkami udalo nam sie wszystko spakowac. Dziś jedziemy do Rodzicow, a w poniedzialek nad jezioro. Po powrocie zaczna sie nasze 52 tygodnie w nowym mieszkaniu. 52 tygodnie, zeby w nowym miejscu poczuc sie jak w domu. Oby tylko sie udało. A dziś marzę tylko o tym, zeby Mama zrobila na obiad zurek na smietanie z koperkiem i racuchy z jablkami. Mamo! mam nadzieję, że to przeczytasz zanim wrócę do domu ;) Na wszelki wypadek i tak jeszcze zadzwonię. A jak już najem sie do syta, to w koncu złapię dla Was trochę prawdziwego lata:) Słonecznego weekendu!

czwartek, 19 lipca 2012

na śniadanie..

Na śniadanie zjadam 3 michałki albo kilka kokakolowych żelek. Zapijam  kawą z kawiarki. Nie słodzę, nie piję kawy rozpuszczalnej. Sama nie wiem dlaczego, ale od jakiegos miesiaca tak juz mam. I chyba dobrze. Po śniadaniu pakuję kolejne kartony, prasuję kolejne ubrania, wyrzucam miliony niepotrzebnych rzeczy. Jeszcze tydzień i wszystkie kartony beda juz rozpakowane. Jeszcze tydzień + dwa dni i będziemy już nad jeziorem. Jeszcze miesiąc i będziemy myśleć o kolejnej podróży. Znowu się spakujemy i wsiądziemy do samochodu. Przed nami setki kilometrów i perspektywa najlepszych wakacji świata. Takich jak rok temu albo jeszcze lepszych. Póki co myślę tylko o pudlach, pudełkach i bałaganie. A do Was wrócę w przyszłym tygodniu - ze zdjęciami, z jedzeniem i z latem. Do zobaczenia!






środa, 27 czerwca 2012

dzień dobry!

Wkrótce wracam!

poniedziałek, 4 czerwca 2012

nagrody wędrują do...




Dzień dobry! Konkursowe opowieści były bardzo smakowite. Słodkie śniadanie do łóżka to według Was - placuszki, naleśniki, omlety, suflety, gofry, francuskie tosty. Było słodko i smacznie! Dziękuję bardzo za wszystkie zgłoszenia! 

Mogłam wybrać niestety tylko 3 propozycje. Kolejność przypadkowa. A nagrodzone śniadania to:







Suflet bananowy z czekoladą (Dusia)




2 jajka

2 banany
pół tabliczki czekolady
łyżka mąki kukurydzianej lub ziemniaczanej
łyżka mleka
3 łyżki cukru
laska wanilii (do kupienia tutaj)
masło (do wysmarowania formy)
4 łyżeczki cukru(do wysmarowania formy)











Kokilki wysmarować masłem i oprószyć każdą kokilkę łyżeczką cukru. Banany z mlekiem zmiksować na papkę. Wyjąć ziarenka z wanilii i dodać do bananowej papki. Dodać mąkę oraz 2 żółtka i zmiksować razem. Na koniec dodać pokrojoną w drobną kosteczkę czekoladę i wymieszać. Białka ubić na sztywno i delikatnie wmieszać do masy. Napełnić masą 4 kokilki. Piec w nagrzanym do 180st.C piekarniku 18-20min. Podawać na ciepło z cukrem pudrem w kokilkach lub wyjęte na talerzyku.






Maślane gofry (Iza)


3 jaja
pół szklanki cukru
100 gram stopionego masła
szklanka wody
cukier waniliowy
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
250 gram mąki
żółtka utrzeć z cukrem i cukrem waniliowym, dodać stopione masło i wodę. Mąkę wymieszać z proszkiem do pieczenia i dodać do masy. Pianę ubić na sztywno i połączyć z ciastem.
Nakładać do nagrzanej i natłuszczonej gofrownicy. Piec aż się zarumieni.
Z ciasta wychodzi 6-7 gofrów w zależności od wielkości gofrownicy.
Gofry nasze podane były z bitą śmietaną i sałatką owocową.




Sałatka OWOCOWA

Dowolne owoce skrojone w kostkę. U nas były to brzoskwinie, ananasy, truskawki, banany.
A do picia koktajl TRUSKAWKOWY.
pół kilograma truskawek
śmietana kremówka 30 %
3 łyżki cukru pudru
Śmietanę ubić, dodać cukier i zblendowane truskawki.







Placuszki otrębowo-malinowe (Diana)


4 czubate łyżki otrębów owsianych
1 jajko
ok. 100 ml jogurtu naturalnego
łyżka cukru
garść malin

Maliny rozgniatamy widelcem i mieszamy z jogurtem, jajkiem, cukrem i otrębami. Smażymy bez tłuszczu na rozgrzanej (najlepiej nie przywieralnej) patelni. Gotowe możemy polać jogurtem.

Koktajl truskawkowy
pół kg truskawek
50 ml jogurtu

Truskawki miksujemy z jogurtem i gotowe:)





Gratuluje raz jeszcze i proszę o przesłanie adresów! Miłego tygodnia!




Autorkami zdjęc i przepisów są oczywiście Dusia, Iza oraz Diana.

piątek, 1 czerwca 2012

A na Dzień Dziecka proszę o...książki!



Tak na szybko, bo przypomniały mi się najnowsze jedzeniowe strony Zwierciadła. A dokładniej, od jakiegoś czasu jedne z ulubionych stron w tym magazynie. Autorkami PRZY STOLE są Zosia Różycka oraz Ola Szwarc. Dziewczyny są rewelacyjne, genialne, pomysłowe...ale najlepiej po prostu zobaczyć ich pomysły! Co więcej, Zosia jest autorką wielu wspaniałych linorytów, z których chyba kiedyś...powstanie książka! I właśnie o książkach dzisiaj będzie.O takich książkach, których jeszcze nie ma, a bardzo bym chciała, żeby były ;)


Na Dzień Dziecka (albo jakiekolwiek inne święto, bez okazji też może być) proszę o książkę Zosi i Oli, bo jednak duet bardziej mi odpowiada. 

zdj. Zofia Różycka


zdj. Zofia Różycka

zdj. Zofia Różycka


Niestety moje Zwierciadła wylądowały u Mamy, a najnowsze czeka na weekend, dlatego też posłużyłam się zdjęciami Zosi z jej fanpage'a. Można tam również zobaczyć inne prace Zosi. 


Proszę jeszcze o książkę truskawkowej Ani, której wpisy czytam jak fragmenty najwspanialszej książki. Wyczekuję dnia, w którym na blogu pojawi się coś nowego. Wyczekuję dnia, w którym Ania oznajmi: tak! wydaję książkę! I będzie to pewnie jedna z piękniejszych książek kucharskich na świecie!

strawberriesfrompoland.blogspot.com

strawberriesfrompoland.blogspot.com

strawberriesfrompoland.blogspot.com




Kolejną książką, która mnie ucieszy będzie książka Mimi. Na szczęście, nie muszę czekać długo (trzymam za Was kciuki)! Na moje nieszczęście, nie będzie to książka o samym jedzeniu. Ale wierzę w Was i wiem, że i taką książkę kiedyś wydacie.

bomimi.decostyl.pl

bomimi.decostyl.pl

bomimi.decostyl.pl




Następna książka, która mam nadzieję stanie kiedyś na mojej półce, to książka kavki, która to docelowo gotowaniem się nie zajmuje, ale jak już zacznie, to robi to rewelacyjnie. Uwielbiam!

kavkadesign.blogspot.com

kavkadesign.blogspot.com

kavkadesign.blogspot.com


I jak Wam się podobają moje propozycje? Mam nadzieję, że kiedyś wszyscy będziemy mogli zachwycać się pięknie wydanymi książkami kucharskimi. Nie tylko przedrukami z innych języków, nie tylko książkami wydanymi na szybko, bo Święta, bo jest okazja... Mam nadzieję, że Polska kiedyś będzie miała się czym pochwalić! 



Oczywiście to tylko kilka moich chcę to, kolejność też przypadkowa.

czwartek, 31 maja 2012

smakołyki tygodnia (3)



To jeszcze nie koniec tego smakowitego tygodnia, ale mini smakołyki już na blogu. Pamiętajcie o konkursie - jutro ostatni dzień nadsyłania zgłoszeń! Miłego dnia!




1. Rogalik drożdżowe z konfiturą truskawkową (przepis)
2. Kruche ciasteczka (będzie przepis)
3. Kartofelki (będzie przepis)
4. Ciepła sałatka z buraków, zielonej soczewicy, czosnku i fety

środa, 30 maja 2012

lubię wracać...



Lubię wracać do domu, w którym Ktoś na mnie czeka. Szczególnie wtedy, gdy dzień był wyjątkowo długi i męczący. Lubię wracać do Rodziców, z którymi spędzam już tylko pojedyncze dni. Lubię wracać do miejsc, które szczególnie miło wspominam. Do książek, które coś znaczą i do filmów, które wyciskają łzy. Lubię wracać do chwil i myśli. Tych miłych i tych trochę smutniejszych, które są już na szczęście tylko wspomnieniem. Lubię czekać na Kogoś, kto wraca z podróży. Lubię kiedy na mnie ktoś tak właśnie czeka.



Kiedy wracam do rodzinnego domu, zawsze czekają na mnie smakołyki. Tym razem była to ciepła zupa. Najsmaczniejszy na świecie żurek na śmietanie z koperkiem.


Żurek na śmietanie z koperkiem (przepis własny, zupa gotowana w rodzinie od pokoleń - nie szukajcie jej w książkach kucharskich - chociaż jest w jednej o regionalnym gotowaniu)


Do 2 l garnka wlewamy wodę i dodajemy 3 duże ziemniaki pokrojone w kostkę. Solimy i gotujemy aż ziemniaki zmiękną. W kubeczku roztrzepujemy 2 jajka i wlewamy na gotującą się wodę. Zagęszczamy mąką - 2 widelce mąki rozrobione z wodą - wlewamy do zupy i gotujemy. Doprawiamy do smaku solą, pieprzem, jarzynką. Dodajemy pęczek posiekanego koperku (im więcej tym lepiej) i 1,5 łyżki masła. Na koniec wlewamy kubeczek śmietany 18% (może być kwaśniejsza/kubeczek 200 ml), mieszamy i jeszcze chwilę gotujemy. Smacznego!

Ilość koperku, ziemniaków, jajek zależy od upodobań gotujących i zjadających zupę :)


 Kiedy ostatnio Ukochany wrócił z podróży, czekała na niego tarta z łososiem. 

Tarta z łososiem (forma 24 cm)


 - 1/2 kruchego ciasta (250 g mąki, 150 g masła, sól, 1 jajko) lub opakowanie gotowego kruchego ciasta (podpiekamy 15 minut, smarujemy białkiem i pieczemy jeszcze chwilkę)
 - łosoś sałatkowy 
 - feta
 - koperek
 - kubeczek śmietany 12%
 - 2 jajka
 - przyprawy

Na podpieczony spód wykładamy łososia, fetę i posypujemy koperkiem. Śmietanę mieszamy z jajkami, doprawiamy pieprzem i solą (należy uważać ponieważ feta i łosoś są już wystarczająco słone). Powstałą masą zalewamy tartę. Posypujemy całość koperkiem i małymi kawałkami łososia. Zapiekamy 20-30 minut (aż wierzch się zrumieni, a masa stężeje) w piekarniku nagrzanym do 180 stopni. Smacznego!

poniedziałek, 28 maja 2012

smakołyki tygodnia (2)



Kolejny tydzień za nami - wiem,wiem - jeden opuściłam. Wszystko nadrobię! A dziś zapraszam na mini smakołyki tygodnia. Miłego dnia!



1. Kruche ciasto, mascarpone, mrożone maliny
2. Papryka czerwona, papryka żółta, zielona cebulka, pomidorki koktajlowe, mozzarella, oliwa bazyliowa
3. Tarta łososiowa - kruche ciasto, łosoś, feta, koperek, jajka, śmietana
4. Lody, lody, lody! Tutaj truskawkowy sernik i brownie z karmelem

środa, 23 maja 2012

chcę to!


Czasami (a raczej zawsze) czegoś bardzo chcę - nowych książek, smakołyków, kuchennych gadżetów...    Korzystając z ostatnich chwil samotności przejrzałam ostatnio etsy i niestety powtarzałam magiczne chcę to co kilka chwil. Nie mam pojęcia gdzie upchnęłabym te wszystkie rzeczy, które mi się podobają. Nie mam pojęcia, kto by za nie zapłacił...ale po prostu - chcę to!

 croissant, deska miś, lampki, bonjour, marchewka, it's tea o'clock, krowa

Jabłka, podkładki, jabłko, podkładka, zegar


A tak naprawdę, to dzisiaj chcę żeby już był wieczór. Kilka dni samotności w zupełności wystarczy. Fajnie było, ale tylko przez dwa pierwsze dni ;) Nie wyobrażam sobie życia na odległość. Ale na szczęście już koniec! Kolacja prawie gotowa, więc mogę spokojnie czekać :)



A! I pamiętajcie o KONKURSIE!!!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...