środa, 30 października 2013

"Tost. Historia chłopięcego głodu"



Z filmu najbardziej zapamiętałam ten fragment i piękną muzykę. 




Przeczytajcie książkę - błyskotliwa, wciągająca, prawdziwa...Idealna na długie jesienne wieczory. Jednak czytajcie ją wolno..bez pośpiechu..delektujcie się opisywanymi smakami, poznawajcie Nigela... 




"Tost. Historia chłopięcego głodu", Nigel Slater, carta blanca, 2011, cena 34,90 (w sklepie dedalus.pl  - 9,50zł)

poniedziałek, 28 października 2013

Apple pie z białą czekoladą i jeżynami.



To był bardzo intensywny weekend. Najpierw warsztaty chlebowe z Trine Hahnemann w krakowskiej Charlotte, później na hummusowe w Hummus Amamamusi, a do tego jeszcze niedziela na Najedzeni Fest. W końcu przyszła pora na ciasto, które piekłam w zeszłym tygodniu a w tym na pewno powtórzę. Bardzo dobrze smakuje z kubkiem gorącej herbaty. Polecam! 








Apple pie z jeżynami i białą czekoladą (przepis własny) forma 26cm


Ciasto:

3 szklanki mąki
250g masła
szczypta soli
2 kopiaste łyżki cukru pudru 
skórka otarta z połówki cytryny
około 5 łyżek wody 

Farsz:

1 kg twardych jabłek, obranych i pokrojonych w ósemki, a następnie w mniejsze plastry
skórka otarta z jednej cytryny
garść jeżyn (mrożonych), jeśli nie macie jeżyn mogą być maliny
tabliczka białej czekolady połamanej na małe kawałki
2 łyżki mąki ziemniaczanej
1 łyżka cukru trzcinowego
woda do podlania owoców

Wszystkie składniki na ciasto zagniatamy, a na końcu dodajemy wodę. Tyle, aby ciasto było gładkie. Dzielimy na dwie części i wkładamy do lodówki na około 30 minut.

Wszystkie składniki (za wyjątkiem mąki i czekolady) umieszczamy na patelni i chwilę gotujemy. Kiedy owoce puszczą sok, ale jabłka będą jeszcze twarde, dodajemy mąkę ziemniaczaną i dobrze mieszamy. Odstawiamy.

Formę na pie (lub inne głębokie żaroodporne naczynie) wykładamy ciastem tak, aby zakryć dno i brzegi. Na ciasto wykładamy owoce, a na górę połamaną czekoladę. Wszystko przykrywamy drugą częścią ciasta i zlepiamy brzegi. Pieczemy około 45 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.




środa, 23 października 2013

Chai Latte Oat Milk



Od dłuższego już czasu nie piję mleka krowiego. Nie znaczy to, że nie jem twarogu, jogurtów czy masła. Te pierwsze staram się ograniczać. Z masła zrezygnować nie potrafię. Szukając alternatywy dla mleka pochodzenia zwierzęcego próbowałam chyba wszystkich dostępnych na rynku produktów. Najbardziej zasmakowało mi mleko owsiane. Okazało się jednak, że nie tak łatwo je kupić. Postanowiłam zrobić sobie takie mleko sama. W sieci znajdziecie mnóstwo przepisów na mleka roślinne - szklanka orzechów, płatków, wiórków - zalewamy wodą, zostawiamy na jakiś czas i na końcu miksujemy z kilkoma szklankami wody. Przecedzamy i gotowe. Tak też zrobiłam. Moje mleko jest jednak smakowe ;)







Chai Latte Oat Milk (około 1 litr)

1 szklanka płatków owsianych
1 szklanka wody

Płatki zalać wodą i odstawić na całą noc.

4 szklanki wody

Płatki zmiksować z wodą (najlepiej stopniowo) dodać szczyptę soli i 2 łyżki Chai Latte. Wszystko ponownie zmiksować i przecedzić przez sitko. Przechowywać w lodówce.


UWAGA: Chai Latte zawiera mleko w proszku!

poniedziałek, 21 października 2013

Subiektywna lista książek kulinarnych, które musisz przeczytać tej jesieni.





Przedstawiam dzisiaj subiektywną listę książek, które polecam Wam tej jesieni. Znajdą się tutaj długo oczekiwane hity jak i klika innych pozycji. Część książek już mam, część właśnie do mnie jedzie a inne dopiero kupię. Trudno było wybrać te, które wydają się (są) najlepsze, ale mam nadzieję, że każdy znajdzie coś dla siebie. Większość książek to pozycje angielskojęzyczne. Po pierwsze dlatego, że jeśli mamy taką możliwość - czytajmy książki w oryginalnej wersji językowej. Gwarantuję Wam, że można poczuć zupełnie inny klimat. Druga sprawa - ciągle niewiele książek doczekało się przekładu. Nie ukrywam, że bardzo mnie to dziwi, ale to już sprawa wydawnictw. Myślę, że bez problemu znajdą się chętni na (dobrą) polską wersję książek Nigela Slatera czy Elizabeth David. Po trzecie - kwestia przekładu. Ale to może zostawię sobie na osobny wpis...



Wybrałam 10 książek. Kolejność (jak dla mnie) przypadkowa. 




Kolejność przypadkowa, ale numer jeden to książka The Kinfolk Table. Wszyscy zapewne znają magazyn Kinfolk. Tym razem zrobili coś więcej niż tylko magazyn - wydali książkę. Książkę z opowieściami o jedzeniu, z zachwycającymi fotografiami i przede wszystkim prawdziwymi przepisami. Nie znajdziecie tu wystylizowanego szefa kuchni opowiadającego jakie to wyśmienite są jego dania. To jest książka o tym, że niezależnie od tego gdzie mieszkamy, w jakiej kulturze zostaliśmy wychowani i kim tak naprawdę jesteśmy, to powinniśmy celebrować chwile, kiedy możemy wspólnie zasiąść przy stole i delektować się jedzeniem. Tu nie ma miejsca na pośpiech i obłudę. Jest za to najważniejsze - prawdziwa kuchnia. 

Więcej o książce/tutaj kupisz/jeszcze jej nie mam




The Green Kitchen: Delicious and Healthy Vegetarian Recipes for Every Day

O tej fenomenalnej parze już kiedyś wspominałam. Są dla mnie w czołówce jeśli chodzi o zielone blogi. Ich przepisy są często proste ale mimo tego zaskakujące. Ich stronę znam prawie na pamięć. Chciałam czegoś więcej. W książce znaleźć można przepisy z ich strony jak i nowe propozycje. Mnóstwo pięknych fotografii i zdrowych przepisów. Zobaczcie film!





Dessert of the Day: 365 Recipes for Every Day of the Year




Zachwycona książką Smaczne zupy: 365 najlepszych przepisów postanowiłam pomyśleć o innych pozycjach z tej serii. Książkę polecam w ciemno, ale intuicja podpowiada mi, że będzie to dobry zakup. Każdy dzień z innym deserem - dlaczego nie! Tylko ciekawe czy desery nie są zbyt pracochłonne i skomplikowane...








Bountiful: recipes inspired by our garden

Todd i Diane są profesjonalistami. Zajmują się fotografią, a do tego gotują. Wcześniej pracowali dla innych, w końcu sami wydali książkę. Kolejna książka, której początkiem był blog. I dobrze się stało. W końcu tak piękne zdjęcia i smaczne potrawy zasługują na papierowe wydanie. Autorzy zapewniają, że Bountiful to sezonowe przepisy, w których owoce i warzywa grają pierwsze skrzypce. Zapowiada się ciekawie :)

Więcej o książce/tutaj kupisz/jeszcze jej nie mam





Moje wypieki i desery

O tej książce jest już tak głośno w sieci, że chyba nikogo nie muszę zachęcać do jej zakupu. Mam tylko nadzieję, że będzie lepsza niż pierwsza książka tej autorki ;) 

Więcej o książce/tutaj kupisz/premiera 2013-10-23





It's all good: Delicious, Easy Recipes that Will Make You Look Good and Feel Great 

Wszyscy, których zawiodła pierwsza książka Gwyneth Paltrow powinni kupić It's all good. Przede wszystkim zdrowo a do tego smacznie - do takiego odżywiania namawia nas Gwyneth w swojej drugiej książce. Jest dużo ciekawiej i ładniej niż za pierwszym razem. Bardzo fajne źródło inspiracji.







My Little French Kitchen

Kto mnie chociaż trochę zna ten wie, że TEJ książki nie mogło zabraknąć na mojej półce. Tym razem Rachel zabiera nas w podróż po Francji. I wszystko jest tak, jak być powinno. 






Smaczne zupy: 365 najlepszych przepisów

Ugotowanie (dobrej) zupy nigdy nie było dla mnie problemem. Bałam się jednak eksperymentować. Nigdy nie dodałam mleczka kokosowego do zupy z dyni (nawet nigdy takiej zupy nie jadłam) ani cynamonu do kremu z pomidorów. Może i to banalne połączenia, ale chyba nie dla mnie. Kupiłam książkę i znalazłam jeszcze więcej takich połączeń smaków, o których wcześniej nawet nie śniłam ;) Polecam tym, którzy gotują tylko rosoły, zupy jarzynowe, krupniki i inne pomidorówki.  

tutaj kupisz/kupiłam





Le grand livre des marques cultes




Każdy, kto pamięta wpis o malej książeczce Bonne Maman, nie będzie się ani chwili dłużej zastanawiał nad zakupem tej księgi. Różne Mnóstwo małych książeczek w jednej dużej księdze. Dla jednych zachętą mogą być przepisy na słodkości czy też dania wytrawne z konkretnych produktów (czekolady Milka, m&m's, ciastka LU, ketchup Heinz). Dla innych - piękne zdjęcia i stylizacje. Ja zaliczam się do tej drugiej grupy i wzdycham na samą myśl o tym, ile mogłabym znaleźć tam inspiracji. 



Więcej o książce/tutaj kupisz/jeszcze jej nie mam




Southern Italian Desserts: Rediscovering the Sweet Traditions of Calabria, Campania, Basilicata, Puglia, and Sicily



Z miłości do włoskiego jedzenia. I też mam nadzieję, że intuicja mnie nie zawiedzie ;)


Więcej o książce/tutaj kupisz/jeszcze jej nie mam






I to już ostatnia książka na mojej liście, co jednak nie znaczy, że nie kupię żadnej innej. Moja lista jest wiele dłuższa, ale te pozycje, o których dziś napisałam to taki mój must have. Teraz czekam na Was - wybraliście coś? Coś Wam się spodobało? A może macie swoje propozycje? Chętnie poznam Wasze zdanie :)


A! I nikt mi za nic nie zapłacił. Polecam książki, które według mnie na to zasługują. Wszystkie zdjęcia pochodzą z sieci (ze stron autorów/amazon/empik).

piątek, 18 października 2013

A w poniedziałek...





Już w poniedziałek wracam z moimi książkami kulinarnymi! Na (dobry) początek lista książek kulinarnych, których tej jesieni nie może zabraknąć na Waszych półkach! Życzę miłego weekendu i do poniedziałku! :)

czwartek, 17 października 2013

Ziemniaki jak z ogniska





Kto z nas nie tęskni za smakiem ziemniaków pieczonych w ognisku. Gorące ziemniaki, które parzą palce. Ale co tam! Trzeba się za takiego zabrać! Odrobina soli i masło, które spływa po palcach...Brzmi dobrze? Nic prostszego, możecie nawet zjeść takie ziemniaki dzisiaj na kolację!





Ziemniaki jak z ogniska

Potrzebujemy ziemniaki, gruboziarnista sól i mąkę. Wszystkie ziemniaki dokładnie myjemy i osuszamy papierowym ręcznikiem. Tak przygotowane obtaczamy w mące z solą. I tyle! Proste, prawda? Jedna uwaga - ziemniaki powinny być dobrze osuszone (ale nie suche). Jeśli będą zbyt mokre, mąka utworzy na nich coś w rodzaju papki, a później w trakcie pieczenia pokryją się twardą skorupą (o ile nie wybuchną w piekarniku). Dlatego dobrze osuszamy ziemniaki i delikatnie obtaczamy je w mące. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 200 stopni. Czas pieczenia zależy od wielkości ziemniaków - zwykle zajmuje to 30 minut. Sprawdźcie widelcem czy są miękkie w środku. Smacznego!

poniedziałek, 14 października 2013

pieczonki i weekend w domu



W domu zawsze czekają same dobre rzeczy. Przywitał mnie żurek koperkowy, o którym już wspominałam. Sobota wcale nie zapowiadała się gorzej - pieczonki. Mam okazję jeść je tylko kilka razy w roku, dlatego tak bardzo ucieszył mnie pomysł na sobotnią kolację. Tata dzielnie wszystko kroił, a gdy już kociołek był wypełniony prawie po brzegi, rozpalił ogień w kominku (który oczywiście sam wybudował), zawiesił kociołek i czekał. A raczej czekaliśmy wszyscy. A było warto :)
 

Przepis na pieczonki/kociołek: 

- ziemniaki pokrojone w plastry
- liście kapusty
- marchewka
- boczek
- kiełbasa
- przyprawa do ziemniaków/jarzynką


Ilość wszystkich składników uzależniona jest od wielkości kociołka. Dno i boki wykładamy kapustą. Resztę składników kroimy w plastry i układami warstwami (ostatnią warstwą powinny być ziemniaki). Należy pamiętać, żeby co kilka warstw przesypać wszystko przyprawą. Przykrywamy kociołek i zawieszamy nad ogniem. Czekamy około 2 godzin, co jakiś czas sprawdzając, czy ziemniaki i marchewka nadają się już do jedzenia.


jeszcze chwilkę!



możemy jeść!


piątek, 11 października 2013

Miał być ziemniak a jest jabłko.

Obiecałam Wam ziemniaki. Obiecałam i słowa dotrzymam. Tylko jeszcze kilka dni poczekajcie..no nie złożyło się i nie miałam kiedy przygotować ziemniaczanej uczty. Upiekłam za to szarlotkę. Zaryzykowałam i nie żałuję. Bo muszę się przyznać, że mam problem z ciastami owocowymi...czy to jabłka..czy śliwki. Nie każde ciasto mi smakuje. Jest nawet gorzej..niewiele jest ciast, które mi smakują. Jeśli ze śliwkami, to tylko ucierane. A jeśli szarlotka to przede wszystkim taka, w której są jabłka a nie mus jabłkowy.  I tak śliwkowe jem tylko takie, które upiecze Mama. A szarlotkę jem sypaną. Lubię w niej właśnie potarte jabłka. Tylko żeby za słodkie nie były. Kwaśne, twarde i do tego sok z cytryny. Wracając do mojego kulinarnego eksperymentu. Upiekłam szarlotkę z karmelizowanymi jabłkami i budyniem. Kruche ciasto - ok, ale mogłam zmniejszyć ilość. Jabłka też niczego sobie, ale dla mnie za słodkie..i ten budyń, i cukier puder w cieście..do tego cukier waniliowy do jabłek...za dużo. Dodałabym skórkę z cytryny do ciasta. I przede wszystkim kwaśne jabłka. To jednak podstawa dobrej szarlotki. Mimo wszystko szarlotka była bardzo smaczna. Bardzo krucha, a jabłkowa nadzianka (oj jak ja lubię ten wyraz) miała fajną, zwartą konsystencję. 



Przepis na szarlotkę amerykańską znajdziecie na stronie Kwestia Smaku. 




Życzę Wam miłego weekendu i uciekam do Rodziców. Podobno koperkowy żurek już na mnie czeka.  A jutro mają być pieczonki zwane też kociołkiem - jak kto woli ;)  Żyć, nie umierać. Mam nadzieję, że uda mi się również odwiedzić uroczą cukiernię w Rybniku - Gateau - Paryska Chwila Przyjemności.  A po powrocie pokaże Wam jesień w ogrodzie Rodziców. Do zobaczenia!

czwartek, 10 października 2013

Nowa książka Rachel Khoo - to już dziś :)



http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=uxyXqizS8ew



Przyznać się - kto już kupił/zamówił nową książkę Rachel Khoo? Ja na swoją muszę niestety jeszcze chwilę poczekać, ale mam nadzieję, że pokażecie jaka jest w środku?!



A tutaj można podejrzeć, jak wygląda książka :)

wtorek, 8 października 2013

karmeLOVE przyjemności zamknięte w słoiku



Nie będzie długiego wstępu, ale jeśli cukier jest Twoim wrogiem lub zdrowo się odżywiasz - to nie czytaj tego wpisu! Taka dobra rada. 





Jeśli natomiast masz jesienną chandrę, cierpisz na niedobór cukru, nie masz czego podjadać czytając kolejne romansidło lub po prostu każdy dzień zaczynasz od łyżeczki karmelu, to ten przepis jest właśnie dla Ciebie!



Krem karmelowy idealny na jesienne wieczory (i poranki)

Z podanych składników - jeden słoik kremu, przepis własny

Masa karmelowa:
3/4 kubka cukru
1/4 kubka wody
100ml śmietanki (12% z kartonika)
łyżka masła
szczypta soli

Orzechowa nadzianka:
80g orzechów (40g migdałów + 40g orzechów laskowych)
2 kopiaste łyżki cukru trzcinowego
2 łyżki wody
1 łyżeczka cynamonu
1 nakrętka ekstraktu waniliowego
1 łyżka nalewki Soplica orzech laskowy (można też użyć syropu smakowego)

Całość doprawiłam jeszcze korzenną przyprawą do kaw i deserów (Kamis)

Wszystko wrzucamy na patelnię, podgrzewamy i czekamy aż syrop cukrowy zgęstnieje i pokryje orzechy. Takie orzechy (wraz z syropem) przekładamy na papier do pieczenia i zostawiamy do ostygnięcia. Zimne orzechy siekamy w młynku na drobne kawałki. Do tak przygotowanej nadzianki dodajemy ekstrakt i wódkę. Wszystko dobrze mieszamy.

Cukier przesypujemy na patelnię i zalewy wodą. Zostawiamy na kilkanaście minut (średni ogień) i nie mieszamy. Kiedy masa nabierze ładnej złocistej barwy, zdejmujemy z ognia. Należy uważać i wyczuć moment, kiedy masa jest złota ale jeszcze nie brązowa. Przypalony cukier nie smakuje dobrze ;) Do masy dodajemy śmietankę i szybko mieszamy. Jeżeli powstanie twarda bryła, szybka przekładamy patelnię na palnik i ponownie podgrzewamy do rozmieszania. Do dobrze rozmieszanej masy dodajemy masło oraz sól - ponownie mieszamy. I na samym końcu dodajemy orzechową nadziankę. Wszystko raz jeszcze mieszamy i przelewamy do słoika, który później przechowujemy w lodówce.





Smacznego!


poniedziałek, 7 października 2013

ulubiona pora roku




Jesień to dla mnie taki czas, kiedy wieczorem zaparzam dzbanek herbaty i owinięta ciepłym kocem znikam w swoim świecie. Czasem sięgam po kolejną książkę, innym razem robię jesienną wersję francuskich tostów. Są też takie wieczory, kiedy grzane wino o mocnym, korzennym aromacie jest jedynym rozwiązaniem. Cynamon i goździki pojawiają się w naszym domu z pierwszym jesiennym chłodem. Do tego pomarańcze w herbacie, czekolada w granoli, kasze w zupach z warzyw korzeniowych...Zmienia się menu, zmienia się wystrój mieszkania...zmieniają się też książki, które czytam i muzyka wypełniająca naszą przestrzeń. Jesień to zdecydowanie mój czas... 



W najbliższych dniach mam dla Was dwa przepisy, które powinny umilić Wam jesienne wieczory. Pierwszy to ziemniaki z piekarnika - dwie smaczne wersje, a drugim przepisem będzie jesienny krem karmelowy. Bądźcie cierpliwi!


Dzisiaj chciałam pokazać Wam moje jesienne must have - wszystko te rzeczy sprawiają, że o tej porze roku kuchnia jest moim ulubionym miejscem w całym domu. 



Od prawej: zioła (rozmaryn) od Baziółka, Quinoa, Herbata Pickwick, nowa Rachel Khoo, konfitura z mandarynek, miód z czarnymi truflami - Fimaro, konfitura z płatków róży - Polska Róża, kawiarka, duży słój honey & spice - Yankee Candle, Kusmi Tea, mąka kasztanowa, kubeczki z Muminkami, foremki jesienne. Wszystkie zdjęcia pochodzą ze stron producentów lub sklepów internetowych.




I jeszcze marzę o takich kulach 

klik!


niedziela, 6 października 2013

czwartek, 3 października 2013

wakacyjne migawki i jesienne inspiracje dla wytrwałych



Kilka dni temu wróciłam z wakacji. To, jaki przeżyłam szok po powrocie wiem tylko ja sama. Deszcz, chłód i delikatnie rzecz ujmując - bardzo nieprzyjemna pogoda. A jeszcze kilka godzin wcześniej biegałam w stroju kąpielowym. 

Pierwszy tydzień spędziłam w Toskanii. W tym samym miejscu, w którym spędzamy wakacje od kilku lat. Wrzesień jest idealnym miesiącem dla chcących wypocząć i pozwiedzać. Nie ma aż takich tłumów, temperatura też jest odpowiednia i może woda w basenie już nie najcieplejsza, ale to chyba jedyny minus wrześniowego wypadu. Będąc w Toskanii odwiedzamy Cortonę, czasem nawet więcej niż raz. A będąc w Cortonie nie możemy nie zajrzeć do Bar500 - obowiązkowy przystanek w tym mieście. Nie, nie napiszę co warto odwiedzić, a gdzie lepiej nie zaglądać. Mamy swój styl zwiedzania i najczęściej kończy się to długim spacerem po mieście. Czasem zajrzymy do jakiegoś muzeum, przyjrzymy się z bliska pasiastej katedrze. I tyle. Wolę chłonąć miasto niż spędzać godziny w kolejkach do miejsc, które rzekomo MUSZĘ zobaczyć. Oprócz Cortony, odwiedziliśmy również Sienę oraz Orvieto. I kilka mniejszych miejscowości - Ambrę, Bucine, Montevarchi. 





Po siedmiu dniach w Toskanii zmieniliśmy miejsce pobytu. I tak, po 5 godzinach byliśmy już w Piranie. A Piran to Słowenia, sam początek Słowenii. Piran jest uroczym miasteczkiem, nie wiem jak inaczej to ująć. Takie to senne, małe miasteczko nad brzegiem morza, w którym życie toczy się własnym rytmem. Dostęp do morza, wąskie uliczki, piękne widoki. Niby same plusy, ale brakowało mi w nim takiego włoskiego klimatu, włoskiej klasy, którą można odnaleźć już 30 km dalej - w Trieście. Piran jest idealnym miejscem na odpoczynek. Jest tylko jedno ale..a może i dwa. Po pierwsze - poza sezonem. A po drugie - na kilka dni. Byliśmy w Piranie pod koniec września, a skoro końcem września jest tam tylu turystów, to nawet nie chcę myśleć co dzieje się w sezonie. Druga sprawa - Piran jest na tyle mały, że kilka dni wystarczy by poznać (prawie) wszystkie jego zakamarki. Jest za to idealną bazą wypadową. Chorwacja, Włochy, sama Słowenia - jest co zwiedzać. Dobrym rozwiązaniem jest zabranie rowerów (można je również wypożyczyć na miejscu). 

Jeśli natomiast znudzą się Wam spacery po Piranie i popijanie kawy w miejscowych kawiarniach, to kilka kilometrów dalej znajdziecie miejsce idealne aby się rozerwać. Portoroz to miejsce, gdzie jedno kasyno wyrasta z drugiego, a z licznych ofert luksusowych hoteli nie wiadomo co wybrać. Tylko taka mała wskazówka - pamiętajcie o zabraniu dobrze wypchanego portfela ;)




A dla wytrwałych, którzy dobrnęli do końca - garść jesiennych inspiracji :)

1. Gruszki w czerwonym winie, na które przepis znajdziecie u Nakarmionej Stareckiej
2. Cynamonowy kurczak od Gwyneth 
3. Czerwone cebule faszerowane mięsem od Jakubiaka - a jego program - Jakubiak lokalnie to dla mnie hit!
4. Cząstki jabłek podpiekane na maśle, następnie duszone chwilę w winie. Dodatek miodu obowiązkowy. To akurat mój wymysł :)
5. Nowa książka Rachel Khoo, na którą już nie mogę się doczekać :)



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...