wtorek, 29 stycznia 2013

Cieszyńskie ciasteczka - nie tylko na Święta



Drobne ciasteczka o przeróżnych kształtach. W rodzinnym domu Mama piecze je przez cały rok. Jest duży słój i są ciasteczka. Jednak najwięcej ciasteczek jest zawsze na Święta. Mają to do siebie, że przechowywane w odpowiednich warunkach są smaczne przez długi czas. Najbardziej lubię te najprostsze - kruche. Ale rewelacyjne są wszystkie - rogaliki z mielonych migdałów, orzeszki, ciasteczka kakaowe i te, przekładane marmoladą. I muszę przyznać jedno - nigdy nie jadłam ładniejszych i smaczniejszych ciasteczek niż te, które od lat pojawiają się w moim domu. 



Muszę jednak zaznaczyć, że przepisy nie pochodzą z książki, która Wam dzisiaj pokażę. Chociaż książka, a raczej  książeczka jest właśnie o takich ciasteczkach. O przepisach przekazywanych z pokolenia na pokolenie i o misternie dekorowanych ciasteczkach, pieczonych zazwyczaj na Święta (lub na wesela). 




Przepisów na te takie ciasteczka - a dokładniej ciasteczka cieszyńskie jest bardzo wiele. Te, przedstawione w książce pochodzą z rodzinnych domów autorek. Wieloletnia tradycja pozwoliła tak zmodyfikować przepisy (zarówno te przed- jak i powojenne), aby dziś każdy wypiek mógł zasłużyć na wyrazy uznania. 



Cieszyńskie ciasteczka podzielono na kilka (krótkich) rozdziałów. Rozdział pierwszy to wypieki biszkoptowe i piaskowe. Na szczególną uwagę zasługują tutaj szulki (jak podają autorki - rodzaj wigilijnego opłatka), śnieżne ciasteczka oraz ciasteczka ze skwarek (piekł ktoś?). Drugi rozdział to pierniki i pierniczki - krajanka piernikowa, pierniczki na choinkę i piernikowe ciasto z bakaliami. Kolejny rozdział to ciastka kruche - orzeszki składane czy też rogaliki waniliowo-orzechowe. Jest też rozdział o bezowych całuskach i ostatni - o słodkościach bez pieczenia - czyli ule, chrupki migdałowe, marcepanowe jabłuszka i przeróżne kulki. 



I to niestety jest koniec - 40 przepisów na drobne wypieki, 100 stron i twarda oprawa. Cena 27zł (przynajmniej taką znalazłam na stronie wydawcy). Ukazało się tylko 2000 egzemplarzy. Do kupienia tylko na Zamku w Cieszynie (podobno). Ja znalazłam też na Allegro i z tego co wiem, warto pytać w księgarniach stacjonarnych - może akurat sprowadzą. 



Mimo tego, że nie jest to najpiękniejsza książka o ciastkach jaką widziałam, to warto mieć ją w swoich zbiorach. Po pierwsze poznacie tradycyjne wypieki Śląska Cieszyńskiego a po drugie - pieczenie ciastek sprawi Wam prawdziwą radość i może Wasze ciastkowe słoje nie będą czekały na zapełnienie aż do Świąt. 

Cieszyńskie ciasteczka, K.Folwarczny, E.Kłapsia, D.Mendrek, wydawca: Śląski Zamek Sztuki i Przedsiębiorczości w Cieszynie, wydanie drugie, cena około 30zł.

A tutaj wywiad z autorkami.





Zdjęcia pochodzą z książki "Cieszyńskie ciasteczka"

niedziela, 27 stycznia 2013

Bananowo-jabłkowy chlebek T. Capponi-Borawskiej





Bananowo-jabłkowy chlebek T. Capponi-Borawskiej
przepis pochodzi z miesięcznika Kuchnia nr 4/2012


250g mąki
3 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka soli
½ łyżeczka startej gałki muszkatołowej
½ łyżki cynamonu
10 dag miękkiego masła + 1 łyżka do wysmarowania formy
10 dag cukru trzcinowego
2 jajka
2 dojrzałe banany
1 jabłko
3 łyżki zmielonych lub posiekanych włoskich orzechów

Mąkę  przesiać z proszkiem do pieczenia, solą i przyprawami. Masło utrzeć z cukrem. Powoli dodawać lekko roztrzepane jajka, cały czas ucierając. Banany rozgnieść widelcem, jabłko obrać i zetrzeć na grubej tarce a następnie połączyć owoce z masą, dodać orzechy oraz mąkę z przyprawami. Przełożyć ciasto do wysmarowanej masłem keksówki i piec godzinę w 180 st. Po ostudzeniu wyjąć z formy.







Książki nadal czekają! A w związku z tym, że pada śnieg i wracam do zdrowia - Baking Bible oraz MasterChef - 10% w dół! 


czwartek, 24 stycznia 2013

dzisiejszy wieczor...


spedzam z Julie & Julia :) Ktos ma ochote mi towarzyszyc? Spotykamy sie o 20:00! Wlaczcie Polsat!


zdj z tej strony

środa, 23 stycznia 2013

Co czytać?



Kiedy dopada nas choroba to o kulinarnych wybrykach można zapomnieć. Wszystko ma taki sam smak (o ile w ogóle ma jakiś smak). Jedynym ratunkiem jest rosół (mnie ratuje też wodzionka albo domowa kiszona kapusta). Po kilku dniach piję pierwszą kawę, która ciągle nie smakuje jak kawa. Zjadam bułkę - dalej nic. Spróbuję ugotować dziś obiad, może coś się ruszy...  

Choroba (a dokładniej grypa) jest za to idealna, żeby nadrobić zaległości czytelnicze. Oczywiście mówię tu już o tym stadium, w którym jesteśmy w stanie wyjść z łóżka i w jakikolwiek sposób kontrolować to, co robimy (i  czytamy).

A co czytam i jakie zaległości nadrabiam?



Jeśli chodzi o magazyny i czasopisma kulinarne (czy tez inne magazyny ze stronami poswieconymi tej tematyce), to mam swoje typy. Czytam Twój Styl, ale tylko i wyłącznie dla KULINARIUM Tessy Capponi-Borawskiej. Jak Ona pisze! Jak opowiada o tym wszystkim co jadła w dzieciństwie, jakie podaje przepisy...Jej felietony to mój numer jeden! Czytam też Zwierciadło. Całe - od deski do deski. Męczę się z krzyżówką (którą pobije jedynie krzyżówka w Przekroju) żeby później rozpływać się nad słodkościami Zosi i Oli. Dziewczyny są niesamowite - robią piękne zdjęcia rewelacyjnych potraw. Sama przyjemność! Taka chociażby beza z musem herbacianym....poezja... A! No i felieton kulinarny Doroty Masłowskiej! Czytajcie! Później przychodzi pora na kulinaria w Wysokich Obcasach - każdy numer rozpoczynam właśnie od tych stron. A później nożyczki i do segregatora (tzn do czegoś, co kiedyś będzie pięknym segregatorem z przepisami). Kupiłam też Monitor - dla Liski z White Plate. Przyznam jednak szczerze, że na stronach redagowanych przez Liskę nie skończyłam. Cała kuchnia w Monitorze warta jest uwagi. Duża porcja dobrego tekstu. Trzymam kciuki za White Plate - w następnym numerze jeszcze więcej stron! No i w końcu creme de la creme - KUKBUK i Magazyn Smak. Który pierwszy? Który lepszy? Trudna decyzja...chociaż przyznam, że częściej wracam do KUKBUKA. Mimo tego, że reklamy w ilościach xl, że kredowy papier, to chyba właśnie ten magazyn jest dla mnie najbardziej wartościowym magazynem kulinarnym na polskim rynku. Lubię sposób w jaki przedstawione są przepisy (dobry plan, sezonówki), strony redagowane przez gwiazdy blogosfery, przepisy Moniki Waleckiej i Eweliny Majdak Lubię też odważne grafiki i profesjonalne fotografie. Kawał dobrej roboty! A Magazyn Smak? Nie mogę powiedzieć, że jest gorszy - bo nie jest. Jest po prostu inny, bardziej do czytania niż do gotowania. Dobre wywiady, ciekawe felietony, profesjonalne zdjęcia - tego nie można mu odebrać, ale mimo wszystko mam wrażenie, że jest mniej przyjazny dla przeciętnego zjadacza chleba niż KUKBUK. Ale czy to jest minus....


Trzymam kciuki za KUKBUK i Magazyn Smak! Tego jeszcze w Polsce nie było. Tak jak już wspomniałam - kawał dobrej roboty!



To nie wszystko! Jak wiadomo, zachwycam się czeskim gurmet i Apetit. Do tego jeszcze dochodzi magazyn wydawany przez supermarket Albert. Magazyn ten jest całkowicie zdarma, a jest lepszy niż niejedna polska gazetka o jedzeniu. No i moja ostatnia miłość - jamie magazine. Tym, którzy nie znają powiem tylko tyle - biegnijcie do sklepu! Tak, wiem...40zł to cena książki, ale poszukajcie na Allegro - często można tam kupić archiwalne numery za całe 15zł. Każdy numer to co najmniej 80+ przepisów, tak smakowitych i tak pięknie przedstawionych, że nic tylko gotować i jeść. Jeść i zachwycać się. Musicie przekonać się sami. A ci, którzy ten magazyn znają pewnie się ze mną zgodzą (?). 

A jakie są Wasze ulubione magazyny kulinarne? Co czytacie? Co lubicie? Czekam na Wasze opinie, a ja uciekam pod kołdrę! Miłego dnia!

niedziela, 20 stycznia 2013

W całym domu pachnie...


drożdżówkami z wiśniami, białą czekoladą i marcepanem.




Drożdżówki z wiśniami, białą czekoladą i marcepanem

Ciasto z tego przepisu z moimi modyfikacjami (podanymi w nawiasie). Podaję za autorką:


Zaczyn:
  • 20g drożdży świeżych
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 łyżeczka mąki
  • 4 łyżki ciepłego mleka
Przygotować zaczyn. Wszystkie składniki dokładnie połączyć ze sobą, nakryć czystą ściereczką i odstawić do napuszenia na 15 minut.

Ciasto:
  • 370g mąki pszennej
  • 70g drobnego cukru (dałam mniej)
  • 2 łyżeczki cukru waniliowego (pominęłam - dodałam ekstraktu migdałowego)
  • szczypta soli
  • 4 jajka, w temp. pokojowej
  • 220g masła, w temp. pokojowej (dałam 200g)

Przygotować ciasto. Masło pokroić na 8 kawałków. Mąkę przesiać z solą, wymieszać z cukrami. Dodać jajka i mieszać łyżką, aż składniki się połączą. Następnie zagniatać ręką ok. 8-10 minut aż ciasto będzie gładkie (wciąż będzie lepiące, nie należy się tym martwić i absolutnie nie dosypywać mąki). Do ciasta dodawać po kawałku masła i zagniatać - kolejne kawałki masła dodawać, gdy poprzednie połączą się z ciastem. Zagniatać jeszcze kilka minut, przełożyć do czystej miski, nakryć ściereczką i odstawić do wyrośnięcia na 1,5h. Wyrośnięte ciasto uderzyć kilka razy ręką by je odgazować i wstawić na 8-12h do lodówki (odstawiłam na 4 godziny).




Nadzianka natomiast mojego autorstwa: opakowanie mrożonych wiśni (około 500g), 2 tabliczki białej czekolady, pokruszony marcepan.

Po tym czasie wyjmujemy ciasto, zagniatamy i wałkujemy tak, żeby uzyskać prostokąt. Nadziankę układamy jak na zdjęciu - wiśnie posypujemy białą czekoladą i marcepanem. Następnie składamy dłuższe boki do środka, przecinamy w miejscu połączenia. Tak powstałe pasy kroimy na mniejsze części - u mnie bardziej kwadraty niż prostokąty, ale to zależy jaką macie formę (oczywiście przed pieczeniem natłuszczamy i wysypujemy formę mąką). Tak przygotowane bułeczki odstawiamy na godzinę i po tym czasie wkladamy do piekarnika. Według przepisu pieczemy 15 minut w 180 stopniach aż do zarumienienia - ja piekłam odrobinę dłużej w 170 stopniach. 

Chłodne bułeczki lukrujemy.

Lukier: 1-2 łyżki masła, cukier puder, ekstrakt migdałowy - Masło roztapiamy, dodajemy cukier, ekstrakt i mieszamy do uzyskania gęstego (ale lejącego) lukru i polewamy bułeczki. Smacznego!


A! I pamiętajcie o książkach, które czekają na nowych właścicieli.


czwartek, 17 stycznia 2013

zimowe porządki

Zrobiłam porządki i znalazłam kilka książek, które tylko stoją na półce. Może ktoś ma na coś ochotę? Jeśli tak, to proszę o maila. Książki nowe i używane (stan bdb). Kontakt: kupcookbook@gmail.com



Od lewej:
1.Sekrety włoskiej kuchni - stan bdb, 20zł
2.Czy wiesz, co jesz? - stan bdb, 12zł
3. Coś pożyczonego - stan bdb, 12zł
4.Mordercza gumowa kaczka - stan bdb, 12zł
5.Królowa pszczół - stan bdb,15zł
6.Ulisses z Bagdadu - nowa, 15zł
7.Hazardzistka - stan bdb, 15zł
8.Dziewice Vivaldiego - stan bdb, 12zł
9.Niebieski autobus - stan bdb, 12zł
10.MasterChef everyday - nowa, 65zł
11. Baking Bible - nowa, 85zł

i 12. Prawdziwy gangster - stan bdb (nie ma na zdj), 25zł



a 11 i 12 przyleciała tydzień temu.

piątek, 11 stycznia 2013

Jabłka z patelni na "zimowe" wieczory

Zima jaka jest - każdy widzi. Jednego dnia sypie, a drugiego pogoda jak w marcu. No ale cóż, trzeba z tym żyć ;) 



Nowy rok nie przeniósł żadnych niespodzianek (póki co). Ale niech tak będzie. Nie potrzebujemy żadnych nagłych zwrotów akcji. Cieszymy się tym, co mamy - każdym wspólnym dniem, nowo odkrytym miejscem, dobrą kawą każdego ranka, kolejnymi rozegranymi partiami pociągów (scrabble zeszły na drugi plan) i ciekawymi planami na resztę roku. 




Nasze plany dzielą się na te mniej i bardziej fajne. Jeśli chodzi o te drugie, to oprócz poznania Polski niezwykłej chcielibyśmy raz w tygodniu jeść pyszną kolację. Taka randka w domu z romantyczną kolacją, specjalnie dobranym menu, bez pospiechu..Już kiedyś tak próbowaliśmy, ale to nie było to! W tym roku każda taka randka będzie wyjątkowa! A zainspirował mnie ten właśnie projekt - dating my husband. Trzymajcie kciuki :)


Dzisiaj zostawiam Was z jabłkami, które odmienią Wasze wieczory. Pierwszy raz jadłam takie jabłka trzy lata temu. Był to nasz pierwszy tydzień w Toskanii - długi i deszczowy. I zimny. A na taką pogodę najlepsze co może być to comfort food. Wtedy właśnie pierwszy raz Mama usmażyła takie jabłka. Pachniało miodem kasztanowym, masłem i winem. Dla mnie połączenie idealne. Pamiętam, że wtedy dodaliśmy jeszcze cząstki czerwonych pomarańczy...


Jabłka z patelni (przepis własny) dla 1 osoby

1 duże jabłko (najlepiej twarde)
sok z cytryny
łyżka masła
łyżeczka miodu (najlepiej kasztanowego)
odrobina czerwonego wina lub syropu malinowego


Przepis na jabłka z patelni jest niesamowicie prosty. Jabłko kroimy na ćwiartki lub ósemki (w zależności od wielkości jabłka) a następnie w plasterki. Ja lubię grubsze plastry, które mimo smażenia pozostają twarde. Mieszamy pokrojone plastry z sokiem z cytryny. Na patelni roztapiamy masło i wrzucamy pokrojone jabłko, chwilę smażymy i dodajemy miód, a następnie wlewamy odrobinę wina. Czekamy aż wino odparuje i zdejmujemy wszystko z patelni. Podajemy ciepłe.

Zamiast wina możemy użyć soku malinowego, a jabłka dodatkowo posypać cynamonem lub przyprawą korzenną.

Może nie wyglądają wspaniale, ale niesamowicie lubię ten deser. Idealny na zimowe wieczory.

piątek, 4 stycznia 2013

IVETA A ČESKÉ SLADKOSTI


Już w zeszłym roku nosiłam się z zamiarem pokazania Wam kilku książek kulinarnych naszych sąsiadów. No i w końcu udało się! Nowy rok - nowe plany. Czeskie księgarnie są porównywalne pod względem ilości książek kucharskich do polskich księgarń. Są przedruki (Nigella, Jamie itd.) ale są też książki czeskich autorów. Często zupełnie inne niż polskie. Wielkie księgi o wypiekach i słodkościach, nijakie broszurowe wydania i w końcu autorskie książki czeskich gwiazd kuchni. 

http://ivetafabesova.cz/o-ivete

Dzisiaj opowiem Wam o Ivetě i jej trzeciej książce - IVETA A ČESKÉ SLADKOSTI. Ale od początku! 

Iveta Fabešová jest młodą i piękną kobietą. Lubi Elvisa, zbiera formy do ciast i ciągle piecze. Poza słodkościami, jej życie to to studia oraz praca biurowa i tak aż do momentu, w którym wzięła udział w czeskim show kulinarnym Na nože! Jej marzeniem jest własna kawiarnia - inna niż wszystkie. Niestety nie udało się jej wygrać programu a tym samym miliona koron, które zacznie ułatwiłyby zrealizowanie planów. Mimo przegranej, napisała pierwszą książkę kulinarną - Iveta a sladká FrancieKsiążka ukazała się nakładem wydawnictwa CookBook w 2010 roku. Później było już tylko lepiej - kolejne książki (Slavnostní pečení s Ivetou, Iveta a české sladkosti) i szkoła gotowania online. W najbliższym czasie pewnie zrealizuje również swoje największe marzenie.



A jaka jest książka? 

Na 200 (prawie) stronach znajdziemy ponad 100 przepisów na przeróżne słodkości. Od nadzianek po tradycyjne czeskie wypieki. Są torty, czeskie buchty, lody i małe ciasteczka. Wiele stron poświęcono drożdżowym wypiekom, ale są też inne, bardzo ciekawe przepisy. Kilka przepisów zasługuje na szczególną uwagę: ziemniaczane ciasto z jabłkami, buchty z twarogiem, drożdżówki z jabłkiem i indianky (takie ciepłe lody). Dla mnie jednak bardzo wartościowe są przepisy na wszystkie drożdżowe wypieki, które po prostu uwielbiam. 



Książka jest bardzo poprawna. Twarda oprawa, kredowy papier, złote rady i przejrzyste przepisy. Do tego duże fotografie obrazujące konkretne przepisy. Mimo, że nie należy do grupy książek, które uwielbiam, to muszę przyznać, że jest dobra a co najważniejsze - ciekawa. 


Jedynym minusem jest cena - za książkę zapłaciłam 350 koron (czyli ponad 50zł). Jest to dużo, ale myślę, że warto. No i niestety takie są ceny w czeskich księgarniach. Mimo wszystko polecam Wam książkę Ivety. Mam nadzieję, że jak tylko będziecie u naszych czeskich sąsiadów, to sprawicie sobie taki prezent. I co najważniejsze - przepisy są na tyle przejrzyste, że przy odrobinie dobrych chęci, język nie powinien być dla Was problemem.



Przepisy w książce są na tyle inne od tych, które znam, że w najbliższym czasie kilka wypieków znajdzie się na blogu. Pozwólcie mi tylko odetchnąć po świątecznym ucztowaniu! 
                   
               

Zdjęcie oraz informacje pochodzą z następujących stron: www.iprima.cz, www.ivetafabesova.cz.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...