sobota, 26 lutego 2011

leniwa sobota



Chałka jest dobra na wszystko. Wolę jednak bardziej maślaną.
Podpatrzyłam w galerii chleba

Składniki:

40g drożdży
550g mąki pszennej
pół szklanki mleka
duże jajo
2 łyżki masła
4 łyżki wody (lub trochę więcej)
2-3 łyżki cukru
żółtko lub całe jajo (u mnie mleko - Ania)
mak lub sezam (u mnie kruszonka)



W kubeczku rozetrzeć drożdże z ciepłym mlekiem i łyżką cukru - poczekać aż wyrosną. 
Do miski wsypać mąkę, dodać drożdże, pozostały cukier, jajko, rozpusczone masło i wodę. Zagnieść i zostawić do wyrośnięcia (aż podwoi swoją objętość). Następnie ponownie zagnieść ciasto, podzielić na 3 części i zapleść warkocz. Przełożyć na blachę (wysmarowaną tłuszczem lub wyłożoną papierem). Zostawić do ponownego wyrośnięcia (20-30 minut). Posmarować wierzch mlekiem, posypać kruszonką i piec ok. 30 minut w 200 stopniach.


środa, 23 lutego 2011

Zima nas nie opuszcza - Delia Smith - nowa odsłona

 O świątecznej książce D. Smith już pisałam, ale jak widać zima nie chce nas opuścić. A książka Delia's Happy Christmas jest wyjątkowo zimowa. 










cena 70zł + wysyłka

kontakt: thenicestdays@gmail.com 

  

piątek, 18 lutego 2011

Kuchnia vs. Apetit

Polska Kuchnia czy czeski Apetit? Na szczęście mam możliwość wyboru. 



Od Ostrawy dzieli mnie zaledwie 30 km a to jest na tyle blisko, że wyprawa do Czech jest jedną z moich weekendowych rozrywek. Niestety (a może i stety) wycieczki najczęściej kończą się w czeskim centrum handlowym Avion. Czeskie centrum jest dla mnie zupełnie inne niż wszystkie krakowskie galerie. Przede wszystkim jest schludne i czyste, a ludzie są bardziej uprzejmi i spokojni. Nie będę się rozpisywać o Ikea, która jest przeogromna czy o dziale spożywczym w Marks & Spencer. O centrum Ostrawy też nie (za to o kawie w Ostrawie pięknie pisze Mimi ). 


Kilka miesięcy temu kupiłam swój pierwszy numer Apetit-a. I zdziwiłam się, nawet bardzo. To, że program w czeskiej TV jest dużo lepszy niż w polskiej - wiedziałam, ale że czeskie czasopisma (przynajmniej te o jedzeniu) też są lepsze? O tym dowiedziałam się dopiero niedawno :)

Ale do rzeczy! Apetit  jest dla mnie czeską wersją naszej Kuchni. Dla mnie dużo lepszą wersją. 
Każdy numer ma ponad 120 stron i kosztuje 49,90 Kc (ok.7,50).  Pierwsze strony to listy do redakcji i różnego rodzaju nowinki. W każdym numerze przeprowadzają również test - porównanie. Tym razem jest to chrzan w słoiczkach. 



W każdym numerze można znaleźć ciekawe przepisy na weekend i pozostałe, zwyczajne dni tygodnia. I to jest właśnie coś nowego! 5 kolacji. Podana lista składników i cena. I tak w poniedziałek możemy zjeść meksykańskie tortille z dynią i fasolą, we wtorek penne zapiekane z sosem bolońskim, środa to spaghetti z orzechami włoskim, rodzynkami i pietruszką, czwartek - wiosenna sałatka: ziemniaki, sałata, szynka i groszek, w końcu piątek - szybki pilaf z aromatycznymi przyprawami. Smaczny tydzień, prawda?



A weekend to ziemniaczane placki z boczkiem i piwnym serem, pure ziemniaczane z boczkiem i kiszonymi ogórkami oraz karkówka



W lutowym numerze nie mogło zabraknąć walentynkowego menu. Co więc zjemy w walentynki (i każdy inny romantyczny wieczór)?  Krabowa sałatka z cytrusami i winnym dressingiem, miodowe tiramisu, kruche serce z różanym kremem, sernik, czekoladowe babeczki czy też tort Sachera z pralinami. 



Dowiemy się również jak przyrządzić marynowanego łososia. 

Ale to nie wszystko! W numerze również o kiełkach, chrzanie i cytrynie. Dowiemy się jaką sól najlepiej kupić, które książki warto przeczytać (poznamy autorkę jednej z nich), co warto zobaczyć i gdzie zjeść w Górach Izerskich. A Znojmo nie będzie się nam kojarzyć już tylko ze strefą bezcłową, ale przede wszystkim z najlepszymi winami w tym regionie. 





Wszystkich przepisów jest dużo więcej niż w Kuchni. Apetit to potrawy i smakołyki, któe może przygotować każdy (nie tylko właściciele wyspecjalizowanego sprzętu Kenwooda, miłośnicy kuchni molekularnej czy bardzo wykwintych dań i wyszukanych trunków). 

Poprzednie numery Apetit dostępne są w formie wielkiej księgi ;) pięc numerów w jednym (dostępne przez Internet, cena odpowiednio niska :) ).  Jeżeli ktoś ma ochotę, mogę przesyłać bieżący numer pocztą (cena czasopisma + wysyłka). Mogę również wysłać poszczególne przepisy :)

POLECAM! 

wtorek, 15 lutego 2011

przepraszam Pana, Panie Slater!

Mój błąd! Pomyślałam sobie, że N.Slatera wszyscy znają, że nie trzeba pisać, przedstawiać... Jednak nic bardziej mylnego, bo książka nie daje mi spać po nocach. Jest ona tak piękna i tak obszerna, że po prostu muszę o niej napisać.

Ponad 600 stron, zaledwie kilkadziesiąt zdjęć, aż 300 przepisów. A cook's guide to the fruit garden nie jest zwyczajną książka kucharską, jest czymś więcej - jest przewodnikiem po świecie owoców. Odwracamy książke by przeczytać spis treści i wybieramy - jabłka, brzoskwinie, wiśnie, truskawki, gruszki, figi, czy też jakikolwiek inny owoc, o którym mamy ochotę czegoś się dowiedzieć (a jest z czego wybierać). Nie musimy czytać wszystkiego, od początku do końca. Możemy wybrać te owoce, które akurat mamy w kuchni. 
  
Ja ostatnio ciągle myślę o truskawkach,  niestety na te prawdziwe trzeba jeszcze zaczekać. Ale zanim zacznie się truskawkowy sezon warto czegoś nowego się o nich dowiedzieć. Otwieram na 1145 stronie (numeracja rozpoczyna się od 627 strony, ponieważ jest to drugi tom; pierwszy poświęcony warzywom). Nigel zaczyna swoją opowieść: opowiada o życiu na wsi i smaku prawdziwych truskawek, o owocach w swoim ogrodzie, o różnych odmianach - Royal Sovereign, Gariguette czy też Florence. W końcu pisze truskawkach w kuchni. O tym jak wybrać najsmaczniejsze i z czym najlepiej je połączyć. Do truskawek pasuje śmietana, czarny pieprz, czekolada, pomarańcza, beaujolais oraz ocet balsamiczny. Dodaje, że owoce najlepiej umyć przed oderwaniem szypułek -  woda nie wniknie wtedy do truskawek i będą bardziej soczyste. Z przepisów wybrał dla nas lody, dżemy, tradycyjne truskawki ze śmietaną oraz truskawkowe tartaletki.  

Książka do poduszki i do kuchni. Do szybkiego przeglądania i delektowania się każdą stroną. Polecam! 



cena 120zł + wysyłka

kontakt: thenicestdays@gmail.com 

czwartek, 10 lutego 2011

They draw and cook - blog

Wszystko zaczęło się od fig, gotowania i pomysłu na książkę. Jednak jak to czasem z pomysłami bywa - na książkę musimy jeszcze troszkę zaczekać...ALE nic straconego! Salli i Nate postanowili założyć bloga. I to nie jest zwyczajny blog. Wszystkie przepisy przedstawione są w formie ilustracji. W projekcie udział może wziąc każdy - wystarczy tylko przesłać swój przepis. Prawda jakie to proste? Na blogu znajdziemy mnóstwo ilustracji wykonanych przez bardzo utalentowanych artystów. Ale, ale artystów czy może nie artystów? Nie wiem co Wy sądzicie o tych ilustracjach, ale ja inaczej nie potrafię nazwać osób, które je wykonały. Dla mnie są mistrzami :)

Zapraszam na bloga :) Tylko ostrzegam! (a może po prostu dobrze radzę) Pięć minut na przejrzenie to zdecydowanie za mało!!!

 Autor: Miro Porfel, Germany

 Autor: Colleen Madden, Philadelphia

 Autor: Elizaveta Makurina, Russia


Wszystkie ilustracje pochodzą oczywiście z bloga theydrawandcook.com

I jak wam się podobają? 

UWAGA!!! Już w tym roku pod koniec lata (albo na początku jesieni - jak kto woli) będzie dostępna ksiażka. Aż albo tylko 108 przepisów! Autorzy zapewniają, że warto czekać :)

  
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...